Night of the Proms - Charleroi (24.04.2010)   




Obejrzyj galerię zdjęć


Linki:
Zdjęcia z koncertu





Set List

Also sprach Zarathustra - Nox Argentea (Il Novecento)
Haydn 88 (Il Novecento)
Nabucco (Il Novecento)
Czardas (Patrick Desmet)
Disco Medley (Backing vocalists)
Waltz from Serenade for Strings (Il Novecento)
Div4s medley (Div4s)
Scherzo from Beethoven's 9th (Il Novecento)
La coeur grenadine (Laurent Voulzy)
Le pouvoir des fleurs (Laurent Voulzy)
Belle-Ile-en-mer Marie-Galante (Laurent Voulzy)
Les nuits sans Kim Wilde - fragment (Laurent Voulzy)
Oh Lori (Laurent Voulzy & Kim Wilde)
Cambodia (Kim Wilde)

Przerwa

Chopiniana (Il Novecento)
You came (Kim Wilde)
Kids in America (Kim Wilde)
Gypsy choir (Il Novecento & Fine Fleur)
Con te partiro (Div4s)
The prayer (Div4s)
Music from Harry Potter soundtracks (Il Novecento)
Summer son (Sharleen Spiteri)
Xanadu (Sharleen Spiteri)
All the times I cried (Sharleen Spiteri)
Say what you want (Sharleen Spiteri)
Black eyed boy (Sharleen Spiteri)
Land of hope and glory (Il Novecento)
Let it be (Kim Wilde, Laurent Voulzy, Div4s)




Przed paroma naszymi wcześniejszymi wyjazdami pojawiały się czasami problemy organizacyjne, mieliśmy kłopoty z dociągnięciem wszystkiego do szczęśliwego zakończenia, ale i zawsze wszystko w końcu się udawało. I jakby tradycji miało stać się za dość i tym razem, przed wyjazdem do Belgii spadła na nas ogromna groźba, że nie przybędziemy w ogóle na koncert NOTP. Tym razem wszystko mieliśmy zaplanowane, gotowi do drogi, podczas gdy pył wulkaniczny wydawał się być nieustępliwy i uziemił niemalże całą Europę, nas też chciał zatrzymać... Nie mieliśmy możliwości dojazdu do Charleroi innym transportem, dlatego też zdani na cud, czekaliśmy zniecierpliwieni na kolejne doniesienia meteorologów. I w środę jakby ten cud się zdarzył, i już w sobotę rano mogliśmy spotkać się na dworcu w Katowicach, z radością wspólnie przeżywać ciąg dalszy podróży. Lot mieliśmy spokojny i o czasie, a ja sama dzielnie pokonałam strach przed lataniem i po wylądowaniu mogłam z radością stwierdzić, że już za niecałe 4 godziny zobaczymy Kim!
Na lotnisku akurat trafiliśmy na busa, który co godzinę odjeżdżał z lotniska, więc i w hotelu pojawiliśmy się dosyć wcześnie. Mieliśmy chwilę czasu na odpoczynek i odświeżenie się od trwającej ponad pół dnia podróży. Skracając koszta całej podróży do minimum, nabraliśmy do Belgii jedzenie a nawet picie, którymi mogliśmy się posilić jeszcze przed wyjściem na koncert.

I tak o godzinie 19:30 radośnie, w iście optymistycznych nastrojach wyruszyliśmy na Spiroudôme, gdzie miała odbyć się impreza. Pół godziny później byliśmy już na miejscu od razu wzbudzając zainteresowanie Belgów naszą obecnością, którzy z zaciekawieniem odczytywali napisy na naszych koszulkach.

Zaskoczeniem dla nas był fakt, że nikt nas nie sprawdzał przy wejściu przez bramkę, a my pierwszy raz zrezygnowaliśmy z wzięcia ze sobą wody, skoro poprzednimi razy zawsze nam konfiskowano butelki z napojami, i byliśmy zmuszeni kolejny raz wydać wielkie pieniądze na mały kubeczek wody...

Będąc już w środku, zaczepił mnie jeden z fanów Kim, Gilles ze Szwajcarii, którego znałam z Facebooka. Pokazał on nam cudowne zdjęcie z Kim, którą spotkał w południe tuż przed areną. Niestety my w tym czasie byliśmy jeszcze w Polsce i jedyne co nam pozostało, to nadzieja, że spotkamy się z Kim po koncercie.

Koncert trwał ponad 2,5 godziny i czas ten zleciał nam w moment. Zaczęło się z lekkim opóźnieniem, kiedy ludzie dość długo zapełniali halę. Była ona dość mniejsza od tej, w jakiej bawiliśmy się na NOTP w Berlinie. Także z tego powodu, koncert ten trochę różnił się od tego w jakim wówczas uczestniczyliśmy. Był on uboższy wizualnie, bez wielkich telebimów. Jednakże oprawa muzyczna i świetlna niczym nie różniła się od tego, co już widzieliśmy. Tak prawdę mówiąc, po względem atmosfery, było o wiele wspanialej. Pomiędzy każdym występem kolejnego artysty, orkiestra symfoniczna Il Novecento, ta sama, która wystąpiła podczas niemieckiej trasy w 2008 roku, grała utwory takich kompozytorów jak Tchaykovsky, Beethoven, Verdi czy Chopin.
Zazwyczaj muzyka klasyczna i generalnie każda kompozycja grana przez orkiestrę symfoniczną każdemu kojarzy się z muzyką poważną i najczęściej na takich koncertach Night of the Proms, pomimo tego, że występują na nich właśnie gwiazdy muzyki rozrywkowej, nie ma miejsc stojących.

Dla nas był to problem, bo my lubimy się bawić i każdy rodzaj muzyki wyzwala w nas dużo energii i chciałoby się tańczyć i troszkę poszaleć a nie siedzieć spokojnie na krzesełkach. Tak więc podczas występu choćby trzech dziewczyn, które dość energicznie wykonały mix utworów z muzyki rozrywkowej, a które podczas całego koncertu śpiewały w chórkach wspomagając artystów, przebawiliśmy się siedząc na swoich miejscach. Nasza reakcja nie przeszła bez uwagi, kiedy nawet muzycy z orkiestry na nas spoglądali.

W końcu na scenę wyszedł Laurent Voulzy i atmosfera w hali zrobiła się dość podniosła, wiele osób przyszło na koncert przede wszystkim dla tego pana. W rzędzie za nami siedziała dziewczynka, miała może z 10 lat i tak niesamowicie piszczała i krzyczała, że myślałam, że mi bębenki w uszach popękają!

Trzecią piosenką z repertuaru Voulzy'ego była piosenka 'Belle-Ile-en-mer Marie-Galante', którą w 1992 roku Laurent zaśpiewał wraz z Kim w jednym z francuskich programów telewizyjnych. Pomyślałam, że zaraz wyjdzie Kim, jednakże organizatorzy przygotowali dla nas inną niespodziankę. Po tym utworze Voulzy rozpoczął śpiewać jeden z wersów piosenki 'Les nuits sans Kim Wilde' i już każdy wiedział co zaraz nastąpi. My od razu podnieśliśmy się z miejsca, założyliśmy czapeczki i rozwinęliśmy transparent. Na scenę wyszła Kim, w całej hali zawrzało. Voulzy powiedział do niej kilka słów, wyznał, że teraz jego serce bije bardzo mocno (komu by nie biło). Oboje zaśpiewali cover piosenki 'Oh Lori', gdzie imię Lori Kim przemieniła podczas śpiewania na Laurent. Wykonanie utworu trochę w stylu jazzowym, na pewno wielu zaskoczyło, a Kim piosenkę zaśpiewała fenomenalnie.

Podczas całego koncertu co chwila pod scenę podchodzili ludzie i pstrykali zdjęcia gwiazdom. Było na to przyzwolenie, jedynie nie można było robić zdjęć z fleszem oraz kręcić filmików. Więc pod sceną zaczęli zbierać się ludzie z aparatami i my korzystając z sytuacji także podeszliśmy bliżej. Gdy duet zakończył śpiewać i Voulzy zostawił Kim samą na scenie, usłyszeliśmy pierwsze takty Cambodii, i postanowiliśmy nie odchodzić spod sceny. Chyba nie bardzo podobało się to panu, który pilnował porządku w tym miejscu, ale nie przepędził nas stamtąd, a wkrótce coraz śmielej i inni zaczęli do nas dołączać. Kim dojrzała nas bardzo szybko i wysłała w naszą stronę ciepły uśmiech nie kryjąc zaskoczenia, że nas widzi. Tak troszkę dyskretnie, pomachała nam i od tamtej pory co chwila spoglądała w naszą stronę, czasami trwało to tylko ułamek sekundy, czasami dłużej, wciąż się do nas uśmiechała. Cała hala wyśpiewała z Kim piosenkę i stworzyła się nadzwyczajna atmosfera, i tym bardziej to co nastąpiło zaraz potem trochę nas rozkojarzyło, bo nigdy nikt nam nie przerywał występu Kim. A tutaj nagle wyszedł pan prowadzący całą imprezę i ogłosił przerwę. Myślę, że po części to, a także emocje, jakie się w nas wezbrały spowodowało, iż zaprzepaściliśmy niedługo potem dużą szansę na spotkanie z Kim. Gdy byliśmy gotowi udać się na przerwę, podeszło do nas dwóch fotoreporterów wraz z organizatorem NOTP. Byli wyraźnie nami zaintrygowani i chyba zafascynowani. Pytali skąd jesteśmy, jaki to fan club, i tak dalej. Organizator powiedział, że wcześniej nie widział czegoś podobnego. Nie wiemy czy chodziło mu o nasze zachowanie czy o ubiór, a może o to, że myśleli, że na takim koncercie wszyscy będą siedzieć potulnie na swoich miejscach. Zapytał, czy mogą nam zrobić zdjęcie i umieścić je na oficjalnej stronie NOTP. Później jeszcze wzięli ode mnie emaila, ale jak na razie nikt nie napisał.

Byliśmy chyba w jakimś totalnym amoku, bo w tym momencie naturalną rzeczą powinno być poproszenie o pomoc w dostaniu się za kulisy do Kim, i myślę, że pan by nam z chęcią to załatwił, a nikt z nas chyba nawet o tym nie pomyślał, ja sama długo po koncercie na to wpadłam. Więc wyobraźcie sobie, jakie nam wówczas towarzyszyły emocje... Spytaliśmy tylko o to, co Kim jeszcze zaśpiewa i pan pokazał nam cały program koncertu.

Skorzystaliśmy z przerwy i poszliśmy się chwilę przewietrzyć. Wkrótce zaczęła się druga część imprezy, orkiestra zagrała nam kolejną klasyczną kompozycję, a my już niecierpliwie czekaliśmy na ponowne pojawienie się Kim. I gdy to się stało, w moment pod scenę zaczęli się zbiegać ludzie z aparatami, więc i my tam podbiegliśmy, jednak nie po to, by robić zdjęcia. Widząc nasze zachowanie, ludzie zostali w miejscu i wszyscy bawiliśmy się pod sceną. Wyciągnęliśmy czerwone szarfy, gdy tylko rozpoczęła się piosenka 'You Came', dobrze znany rekwizyt Kim z roku 1988. Niedługo potem Kim zauważyła czym machamy i chcąc chyba dać jakiś upust swym emocjom, nie chcąc się jednocześnie zdekoncentrować, spuściła głowę w dół, przymknęła oczy i pokiwała głową, a wyrazem twarzy niejako przemówiła 'czego oni jeszcze nie wymyślą', oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu.

Występ Kim wciąż podgrzewał atmosferę, na Kids in America bawili się już chyba wszyscy. Pod sceną panowała niesamowita radość, wszyscy szaleli i śpiewali razem z Kim. Wielka szkoda, że jej występ właśnie dobiegał końca, podczas gdy ona się dopiero rozkręcała i zapewne miała ochotę pozostać z nami trochę dłużej. Zdążyła wejść na scenę, a już z niej schodziła. Dla nas to oczywiście było za mało, ale i nie przygotowywaliśmy się na nic więcej, bo formę koncertów NOTP dobrze znaliśmy. Wszyscy powrócili na swoje miejsca, by w końcówce imprezy powrócić kolejny raz, tym razem na występ Sharleen Spiteri z grupy Texas, już naśladując nasze wcześniejsze zachowanie. My sami także podeszliśmy bliżej i do końca bawiliśmy się pod sceną, nawet gdy jako przedostatni utwór, orkiestra Il Novecento zagrała kompozycję Land of hope and glory. Na zakończenie wieczoru na scenę wyszła jeszcze raz grupa Div4s, cztery młode dziewczyny które zadziwiały nas swoimi operowymi głosami, a także Kim i Laurent Voulzy. Artyści zaśpiewali wspólnie piosenkę Paula McCartney'a, "Let it Be".

Koncert się zakończył i wszyscy po woli zaczęli opuszczać arenę Spiroudôme. Nie spiesząc się, udaliśmy się na zewnątrz i stanęliśmy przy branie obok wyjścia, skąd niedługo potem wyszli muzycy z orkiestry Il Novecento. Po pewnym czasie udaliśmy się trochę dalej pod bramę wyjazdową, gdzie także na Kim czekali fani z Niemiec. Ciężko było nam wyczuć, które miejsce jest najlepsze, nie mając pewności którędy wyjdzie Kim. Koniec końców postaliśmy trochę pod areną, obserwując jak kolejny wóz z przyciemnianymi szybami opuszcza strzeżony parking. I jak się później okazało, w jednym z tych aut musiała jechać Kim, gdyż w pewnym momencie miejsce już dosyć opustoszało, a pewien mężczyzna wyjeżdżający stamtąd zatrzymał się przed nami, zapewne rozpoznając nas po czapeczkach i powiedział nam, że Kim już pojechała. W miarę spokojni, bo i nie nastawieni tak do końca na to, że tamtego wieczoru Kim spotkamy, udaliśmy się do hotelu.

Gdy doszliśmy do celu, skorzystaliśmy z darmowego Internetu na hotelowym komputerze i sprawdziliśmy stronę Night of the Proms, na której widniało już nasze zdjęcia z transparentem, o czym powiadomił mnie wcześniej smsem Mateusz.

I tak o to miłym akcentem zakończył się ten niesamowity dla nas wieczór. Jeszcze parę godzin posiedzieliśmy razem w pokoju, wspominając między innymi koncert i nasze "spotkanie" z Kim, długo nie mogąc wyzbyć się tych niesamowity emocji, które wciąż nam towarzyszyły.

Rano około 12 spotkaliśmy się na wspólnym śniadaniu w jednym z pokoi, i godzinę później wymeldowaliśmy się z hotelu. Czekała nas jeszcze cała niedziela przed odlotem do Polski i zamierzaliśmy spędzić ją na zwiedzaniu, jednakże zostaliśmy srogo zawiedzeni... Charleroi jest brzydkie i odpychające. Widoki jakie zobaczyliśmy tam, ludzi i ogólnie panujący brud zdecydowanie zniechęcał nas od chodzenia po ulicach belgijskiego miasta i już o godzinie 16 pojechaliśmy na lotnisko. Przez kolejnych parę godzin siedzieliśmy przed pasem startowym i obserwowaliśmy lądujące i startujące samoloty. Około 21 wylecieliśmy i 2 godziny później wylądowaliśmy na Okęciu. Tam pożegnaliśmy Małgosię i udaliśmy się do Piotrka, gdzie przegadaliśmy o Kim dosłownie całą noc, jedząc między innymi obiad o 3 w nocy.
Tematem naszych rozmów był także zbliżający się koncert Kim nad Odrą oraz plan, w jaki sposób tym razem zaskoczymy naszą ukochaną idolkę.

Niecierpliwie czekamy na ten dzień, jednocześnie czując duży niedosyt po koncercie na NOTP, gdzie jak dla nas, Kim było o wiele za mało.

Kończąc, chciałabym dodać jeszcze kilka słów odnośnie całego koncertu oraz występu Kim. Cała impreza rozmachem nieco skromniejsza od tej jaką widzieliśmy w Berlinie, jednakże podobała się mi o wiele bardziej choćby pod względem atmosfery tam panującej. Sami Belgowie okazali się o wiele bardziej życzliwi nam, pytali nas skąd jesteśmy, wyraźnie interesowali się nami. Każdy kto nas mijał, musiał spojrzeć choćby na koszulki. Doszło nawet do takiej sytuacji, że jeden z chłopaków zapytał, czy byśmy nie sprzedali mu takiej...

Poza tym Belgowie potrafią się bawić o wiele lepiej niż niemiecka publiczność. Atmosfera momentami była lepsza niż na innych koncertach Kim w Niemczech. Wystarczyło pokazać im, że na NOTP nie trzeba koniecznie siedzieć na krzesełku i grzecznie słuchać, i wszyscy bawili się razem z nami. Występ Kim został także o wiele cieplej przyjęty niż berliński, gdy tam mimo wszystko przeważała widownia starsza wiekiem, która przybyła do O2 World zobaczyć jednego z braci Gibb. Sama Kim promieniała, w fantastycznej formie wokalnej, ale i mentalnej, pokazała nam znakomite show, choć trwało ono niestety tak krótko. Kim nigdy nie ukrywa radości z występów na scenie i tamtego wieczora uradowana była szczególnie, do tego wyglądała fantastycznie i tryskała niesamiwitą energią.

Ktoś by mógł się zdziwić, że pojechaliśmy na koncert by kolejny raz usłyszeć trzy, te same piosenki Kim, ale niezależnie od tego, że było to NOTP, co już samo w sobie jest wydarzeniem wielkim i godnym uwagi, to jednak dla nas zobaczenie Kim i sprawienie jej radości naszą obecnością z niczym się nie da porównać. Choćbyśmy mieli pojechać jeszcze na dziesiątki takich koncertów, by usłyszeć te same piosenki, pojedziemy, mając tą szansę wesprzeć Kim. A na tego typu koncertach jest to nadzwyczaj ważne, kiedy to spośród kilku gwiazd wieczoru, nasza Kim otrzymuje wsparcie od nas, ale i satysfakcję, że to Jej fani dominowali spośród publiczności na koncercie.

Cieszymy się, że mogliśmy jej to dać i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz wesprzemy ją tak, jak na to zasługuje, jednocześnie wciąż okazując jej, jak bardzo ją kochamy, i jak bardzo jest dla nas ważna, i że zawsze jesteśmy z nią. Niezależnie od czasu i miejsca...
Tamtego wieczoru nie spotkaliśmy się z Kim osobiście, jednakże kontakt jaki z nią mieliśmy podczas koncertu, był czymś nadzwyczajnym, nie mogącym się równać z niczym innym. Bo czasami to nie słowa są najważniejsze i w takich momentach dla nas najcenniejsze są właśnie gesty i subtelne spojrzenia, przez które tak wiele można przekazać...


Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook