Festiwal Dnia Hanzy - Frankfurt nad Odrą (03.07.2010)   















Obejrzyj galerię zdjęć

Linki video
"Cambodia"







Set List

Chequered love
View from a bridge
The second time
Anyplace Anywhere Anytime
I'll stand by you
Can't get enough (of your love)
Perfect girl
A little respect
Cambodia
Never trust a stranger
Four letter word
You came
You keep me hangin' on

Bis
Ça plane pour moi
Enjoy the silence
Kids in America




W dniach 2-4 lipca w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą odbyła się wspólnie organizowana przez te miasta impreza 'Dnia Hanzy', niegdyś znana jako Dni Odry. Drugiego dnia gwiazdą wieczoru po stronie naszych sąsiadów miała być Kim Wilde, a tłem dla jej koncertu były Mistrzostwa Świata w piłce i wygrana drużyny Niemieckiej.
Koncert Kim był jednym z ostatnich przed premierą nowej płyty, a my sami mogliśmy się przekonać w jak fantastycznej jest formie, gotowa do kolejnego kroku w swojej już prawie 30 letniej karierze!



Około południa w liczbie ośmiu osób, czyli mnie, Ewy, Gosi, Beatki, Kasi, Piotrka, Wojtka i Seweryna przybyliśmy pociągiem do Frankfurtu nad Odrą i w pełnym słońcu udaliśmy się pieszo do Słubic. Tam miały czekać na nas zarezerwowane pokoje w Hotelu Kaliskim. Niestety na miejscu okazało się, że pokoje jeszcze nie są gotowe i pierwszych kilkanaście minut spędziliśmy w poczekalni. W między czasie przywitaliśmy się z kolejnymi dwiema osobami, Małgosią i Mateuszem, którzy przybyli do Słubic samochodem.

Ponad godzinę później kierując się na miejsce koncertu, błądziliśmy chwilę uliczkami miasta, szukając rynku oraz sceny głównej imprezy. Gdy z oddali dojrzeliśmy innych fanów Kim z Niemiec i Holandii, którzy stali już pod sceną i pilnowali swojego miejsca pod barierkami, wiedzieliśmy, że jesteśmy na miejscu. Oczywiście i my postanowiliśmy iść za przykładem naszych kolegów, i pomimo dosyć wczesnej pory, zarezerwowaliśmy sobie miejsca pod sceną.
Dzień był upalny, co dosyć utrudniało nam czekanie na wieczorny koncert, ale mocno zmotywowani, przetrzymaliśmy te najtrudniejsze dla nas momenty. Oczywiście nie każdy z nas jest na tyle silny i odporny na upały i część grupy oddaliła się na jakiś czas do hotelu. Czas mijał wolno, a wysoka temperatura dawała się nam mocno we znaki, jednak po godzinie 18 słońce zaszło za budynki. Mniej więcej o tej porze na scenie pojawiła się ekipa Kim, która powoli zaczęła instalować sprzęt i mieliśmy okazję podejrzeć od kuchni jak wyglądają przygotowania do koncertu.
W między czasie do naszej grupy dołączył Roman i Paweł a także Kasia i Magda, którzy przyjechali do Frankfurtu samochodami.

O godzinie 20 na scenie pojawiła się popularna w latach 90 grupa Snap!, która z powodu ubogiego repertuaru, starała się wypełnić godzinę zagadując zebraną pod sceną publiczność. Mikrofon wokalistki był źle ustawiony, wyraźnie głośniejszy od muzyki, jaką puszczał nam DJ i dawało to nieciekawy efekt w formie krzyczącej pani, a nas zaczęły boleć uszy. Na szczęście Snap! nie męczył nas zbyt długo, a po 21 na scenę ponownie wyszła ekipa Kim z muzykami na czele, którzy sprawdzili nagłośnienie. Ricky Wilde uraczył nas swoim poczuciem humoru i zaśpiewał do mikrofonu słynny wers 'Don't cry for me Argentina', co miało się bezpośrednio odnieść do wygranego meczy Niemców z Argentyną.

Po kolejnym przerywniku w formie kilkuosobowego zespołu Los Pepinos, który specjalizował się w grze na bębnach, parę minut po godzinie 22 na scenie pojawili się muzycy Kim. My w tym czasie szybko rozwinęliśmy nasz nowy, całkiem profesjonalnie zrobiony baner, na wzór pierwotnego. Mieliśmy pewne obawy, że ochrona stojąca tuż przed nami zabroni nam go rozwiesić, które okazały się słuszne. Jednak na nasze szczęście pojawił się akurat przy nas organizator imprezy i pozwolił na rozwieszenia transparentu.
Z głośników poleciały znajome dźwięki 'Intra', podobnego do tego jakim rozpoczynały się koncerty w 2007 i 2008 roku.

Osobiście uwielbiam ten moment rozpoczęcia koncertów, gdy słysząc początek pierwszego utworu, oczekujemy w napięciu i radości na pojawienie się Kim na scenie, dla której czasami przemierzamy kilkaset kilometrów, czekamy po kilka godzin w upale czy mrozie. I ten moment w końcu nadchodzi a my szalejemy w przypływie euforii. W takich chwilach zapominamy o chorej nodze czy ręce, bolącej głowie... Zamykamy się w świecie, w którym liczy się tylko Kim Wilde i jej wspaniała muzyka!

Troszkę dłużej niż zwykle, Kim podtrzymała nas w napięciu nim wreszcie pewnym krokiem wyszła na scenę. Wyglądała przepięknie, a idealnie dobrany makijaż i świetnie podcięte włosy dodawały jej jeszcze większego uroku. Ubrana w swoją skórzaną kurtkę, początkowo z poważną miną sygnalizowała tym widzom, którzy być może widzieli jej koncert po raz pierwszy, że nie będzie to występ spokojnej i ugrzecznionej piosenkarki w pięćdziesiątką na karku. Wszakże to nie wiek świadczy o artyście a jego wielkie serce do muzyki i radość z samej możliwości śpiewania dla nas. Tak samo nasze lata nie świadczą o tym, że po przekroczeniu pewnego wieku nie wypada nam jeździć na koncerty i bawić się tak samo jak robią to młodzi.

Występ rozpoczęty od 'Chequered love' wprowadził wszystkich w znakomity nastrój i już nikt nie miał wątpliwości w jakim stylu upłynie dalsza część koncertu. Co jakiś czas Kim obdarowywała nas cudownym i szczerym uśmiechem, w którym tak łatwo można by się zatracić.

Drugim utworem wieczoru było 'View from a bridge', kawałek, który podoba mi się o wiele bardziej w wykonaniu na żywo niż z nagrania studyjnego i uparcie oczekuję chwili, gdy w końcu kiedyś pojawi się na rynku koncertowa płyta (lub DVD) i ten utwór na niej usłyszę.

Przed kolejną piosenką Kim przywitała się z nami słowami 'My name is Kim Wilde'. Wyraziła nadzieję, że wśród widowni są osoby, które pamiętają niektóre jej piosenki lub ją samą, okazując kolejny raz ogromny respekt dla zgromadzonej publiczności, skromność ale i poczucie humoru.
Trzecim utworem wieczoru było wspaniałe 'The second time', w znakomitej, nieco zmienionej aranżacji. Podobnie było z następnym utworem 'Anyplace anywhere anytime', który został zagrany w dość różniącej się wersji od tej, którą znamy ze studyjnego nagrania, ale także i z poprzednich koncertów.

Jednak prawdziwa niespodzianka czekała na nas chwilę później, gdy Kim wręcz fenomenalnie zaprezentowała utwór grupy Pretenders, 'I'll stand by you'. Kim dysponuje nieprzeciętną barwą głosu, o tym wiemy nie od dziś. Potrafi czarować nim, zwłaszcza podczas ballad, kiedy z niesamowitą łatwością przychodzi jej wyciąganie trudniejszych partii, ale także wówczas, gdy idealnie potrafi wczuć się w dany utwór, przekazując nam wszelkie towarzyszące mu doznania. Tonacją głosu a nawet gestykulacją, opowiada nam o czym jest piosenka, nawet gdy nie zrozumiemy tekstu. Tak było i tym razem, a jej zaszklone oczy idealnie oddały klimat tego nadzwyczajnego utworu.

Po tak wzruszającej piosence dla odmiany potrzebny był jakiś mocno rockowy kawałek, czyli 'Can't get enough (of you love)'. Utwór poniósł publiczność, zwłaszcza tą stojącą blisko barierek. Zagrany z niesamowitym wykopem, zaśpiewany z pazurem, dokładnie tak, jak można usłyszeć na nagraniu z płyty, a może nawet i lepiej. Podczas tej piosenki na scenę poszybował rzucony przez nas misiek, którego Kim mocno przycisnęła do serca, chwilę kierując do nas ciepły, szczery uśmiech i zaśpiewała z nim kilka wersów piosenki.
Jest to mój ulubiony utwór Kim, podczas wykonania którego całkiem zaniedbałam troskę o wciąż niezdrową nogę, kolega zapomniał o złamanej ręce i szaleliśmy na tym kawałku, śpiewaliśmy razem z Kim aż do utraty tchu. Jednak i tym razem okazało się, że my młodzi, jesteśmy w o wiele gorszej kondycji od naszej idolki, która swoją energią porywała, co niektórych zapewne także pozytywnie zaskakiwała.

Przy zapowiedzi kolejnego kawałka, Kim wspomniała o swoim dotąd ostatnim albumie z 2006 roku i zapowiedziała, że przygotowała dla nas kolejną płytę, która sprawi, iż w najbliższych kilku miesiącach będziemy widywać Kim dosyć często, także na scenie.
'Perfect girl', utwór, który powrócił do koncertowego repertuaru po pewnej przerwie, zaśpiewała w sposób dla siebie charakterystyczny, odnosząc się do własnej sylwetki z dużym dystansem, zapewniając o swojej niedoskonałości.

W tym momencie, zaraz po piosence, wydarzyła się rzecz chyba do tej pory nie spotykana, kiedy Kim nagle opuściła scenę. Nasze zaniepokojone myśli szybko zajął gitarzysta, Neil Jones, który miał swoje pięć minut i mógł pochwalić się przed nami swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami, a jego gra na gitarze wyraźnie spodobała się publiczności.

Wkrótce po krótkiej przerwie Kim powróciła na scenę, ubrana w długi, zwiewny płaszcz tiulowy z wyszytą na plecach srebrną pacyfą, a z głośników poleciały znajome dźwięki covera grupy Erasure, 'A little respect'.

Ten wspaniały utwór poprzedził kolejny klasyk lat 80, 'Cambodia', który Kim zaśpiewała dla nas w sposób nadzwyczajny, a duże brawa i reakcja publiczności świadczyły o tym, że nie byłam odosobniona w swoich odczuciach.

Nie mniejsze owacje widzów otrzymał występ z 'Never trust a stranger', na którym kolejny raz Kim potwierdziła jak niesamowicie potrafi wykorzystywać swoje atuty głosowe! Pamiętam jak podczas pierwszej trasy koncertowej w 2007 roku śpiewając ten kawałek czasami wykazywała oznaki lekkiego już zmęczenia, a piosenka nadzwyczaj trudna do śpiewania zdradzała w jakiej naprawdę formie jest Kim. Później w nowym programie piosenkę tą przesunęli na sam początek i dawała ona niesamowitego powera, rozkręcała koncert od samego początku a Kim na niej mogła dać z siebie 100%. Tym bardziej kolejna zmiana troszkę mnie zaskoczyła, jednak gdy usłyszałam wykonanie Kim, wszelkie wątpliwości minęły! Zaśpiewała ten utwór rewelacyjnie, wyciągała wszędzie tam, gdzie się dało, i nawet wsparcie Scarlett nie było tu bardzo potrzebne. Siła jej głosu jest niesamowita i uświadamia nam jakie jeszcze możliwości w niej drzemią.
Tutaj od razu nasuwa mi się na myśl nowa piosenka 'Lights down low', która wydaje się być dość trudna do wykonania, ale nie mam wątpliwości, że Kim poradzi sobie z tym kawałkiem rewelacyjnie!

Po 'Never trust a stranger' przyszedł czas na przedstawienie muzyków, którzy grali nam tamtego wieczoru fenomenalny koncert! Ostatnie słowa Kim zostały skierowane oczywiście do jej brata, którego zasługi są nieopisane. Podeszła do niego, gdy ten zaczął przygrywać na gitarze pierwsze takty 'Four letter word'. Był to kolejny, jeden z bardziej wzruszających występów Kim, który wywarł na nas takie samo wrażenie jak wcześniejsze 'I'll stand by you'.

Ale to nie był koniec piosenek z płyty 'Close', gdy nadszedł czas na kolejny, 'You came'. Kim zapowiadając ten utwór zdradziła, że jest to jej ulubiona piosenka, którą uwielbia śpiewać na koncertach. Usłyszawszy jego pierwsze dźwięki wyciągnęliśmy w górę nasze czerwone szarfy. Rekwizyt ten był nieodzownym elementem podczas koncertów Kim w 1988 roku a także pojawił się na teledysku 'You came' i będzie on zawsze przywoływał miłe wspomnienia.

Na 'You keep me hangin'on', trzynastym kawałku tego wieczoru, wszyscy szaleliśmy i śpiewaliśmy razem z Kim, która po jego wykonaniu wraz ze swoim zespołem pożegnała się i zeszła ze sceny. Oczywiście my, stali bywalcy jej koncertów, wiedzieliśmy, że to tylko przerwa i czeka nas jeszcze wielki finał, do którego nawoływała licznie zgromadzona na rynku publiczność.

Po kilku minutach ponownie na scenie pojawili się muzycy, a zaraz po nich wyszła Kim z lampką białego wina. Chcąc odnieść się do zwycięskiego meczu Niemców nad Argentyną, poprosiła do siebie Neila Jonesa, który ubrany w koszulkę barw niemieckich, na plecach miał naklejony wynik wspomnianego spotkania; 4-0.
Idealnie dla widzów byłoby w tym momencie zaprezentowanie jakiejś piosenki po niemiecku i bardzo możliwe, że Kim by to uczyniła, gdyby znała ten język. Tak więc dla pocieszenia, zaśpiewała po francusku, kawałek 'Ça plane pour moi', nam bardzo dobrze znany z poprzednich koncertów. I pomimo nieznajomości języka, wszyscy z powodzeniem śpiewaliśmy z Kim refren, do czego mocno nas zachęcała.

Podczas zapowiadania kolejnej piosenki 'Enjoy the silence', Kim nagle zabrakło słów. Szybko obracając całą sytuację w żart, najpierw zaczęła się głośno śmiać, po czym powiedziała, że przez to jak długo i ciężko uczyła się piosenki po francusku, specjalnie dla nas, po jej zaśpiewaniu ma w głowie tylko jej tekst i zapomniała słów po angielsku.
'Enjoy the silence' przedstawione jak zwykle z mocnym, rockowym wydaniu, uprzedziło ostatni utwór tego niesamowitego wieczoru, ten na który zawsze czekamy, a który po 29 latach na koncertach brzmi wciąż świeżo. Często spotykam się z opiniami, że słuchanie wciąż tych samych piosenek na koncertach staje się po pewnym czasie nudne i nieciekawe, ale wystarczy przeżyć taki koncert lub ich kilka, poczuć energię i klimat 'Kids in America' w wykonaniu całego zespołu i Kim, i słowa o nudzie przestają mieć jakąkolwiek wartość.

Był to jeden z ostatnich koncertów Kim przed rozpoczęciem promocji nowej piosenki, a jednocześnie sprawdzianem, jak dobrze jest przygotowana na kolejny rozdział w swojej karierze. Kim sprawiła wrażenie mocno zmobilizowanej, pełnej energii, którą tryskała przez niemalże cały 80-minutowy koncert. Jej chęć śpiewania dla nas, o czym nawet wspomniała w krótkim wywiadzie będąc we Frankfurcie, jest przeogromna. Pragnie to nadal robić, jednocześnie stawiając sobie coraz wyżej poprzeczkę. Bo zaśpiewać na koncercie dla artysty sztuką nie jest, jednakże by móc to zrobić dobrze, z sercem i oddaniem, trzeba mieć w sobie także dużą motywację i wiarę, że coś jeszcze można ludziom pokazać. A w przypadku Kim dochodzi jeszcze ta niesamowita radość jaką dają jej takie występy i pragnienie pokazania nam Kim Wilde w najlepszym wydaniu, która może mieć 50 lat i uczyć młodych jak to się powinno robić! Kim Wilde ostatniego słowa na pewno jeszcze nie powiedziała!

Kluczem do powodzenia takich koncertów jest też niezastąpiony zespół muzyków, którego Kim ma i może się nim pochwalić.
Zgranie całego zespołu jest bardzo wyraziste, w sposób w jaki grają ale i jak wspaniale na tej scenie się bawią. Ich luz i profesjonalizm było słychać przez cały koncert, który był dynamiczny, przebojowy i w swojej formie zwarty, przez co ani chwili nie nudził. Do tego nie spoczywają na lurach i co jakiś czas wprowadzają nowości w aranżacjach poszczególnych piosenek, i nawet najczęstszy bywalcy koncertów Kim co jakiś czas są zaskakiwani czymś nowym. Nie do przeceniania był także znakomity ich kontakt z publicznością, nie tylko samej Kim. Tutaj się czuje, że muzycy nie są dla siebie a Kim dla siebie, ale wszyscy razem stanowią team i wszyscy wspólnie wnoszą dużo do powodzenia ich wspólnych występów.

Na słowa pochwały zasługuje także świetne nagłośnienie i niesamowita gra świateł, co w przeszłości czasami troszkę zawodziło na koncertach. Widać lata pracy w tym samym zespole przyniosły efekty i tylko można zatrzeć ręce w oczekiwaniu na to, co nam pokaże cały zespół podczas koncertów z nowymi piosenkami! Obserwując pozytywne nastawienie całego zespołu, już z niecierpliwością czekam na koncert w Neubrandenburgu, w którym na pewno usłyszmy 'Lights down low', choć po cichu liczę na więcej nowości.

Koncert się skończył i my jak zwykle w takiej chwili, szybko zebraliśmy się i poszliśmy w kierunku bramy wyjazdowej, gdzie upatrzyliśmy swojej szansy na spotkanie z Kim. Niedługo potem dołączyli do nas także inni fani i nasza grupa znacznie się powiększyła. Po jakimś czasie przy bramie pojawił się menadżer Kim i gdy zapytaliśmy o spotkanie, nie obiecał, ale powiedział, że musi zapytać Kim.
Niestety po dłuższym oczekiwaniu w bramie pojawiła się Scarlett, która powiedziała z przykrością, że Kim nie da rady nas przyjąć, gdyż nie najlepiej się czuje. Dzień wcześniej koncertowali w Szwecji, gdzie Kim nie czuła się najlepiej, całą noc nie spała, później mieli długą podróż do Frankfurtu i jest dosyć zmęczona, zwłaszcza że na koncercie dała z siebie wszystko.
Tak więc poprzez Scarlett przekazaliśmy dla Kim specjalne prezenty, od całej naszej grupy; oryginalne zdjęcia z Sopotu 88, na pamiątkę koncertu, który dla wielu fanów w Polsce był początkiem wielkiej przygody z muzyką Kim, a także inny szczególny podarunek. Jednak jego wartość i znaczenie dla nas były tak ogromne, że aż Gosia, która rozmawiała ze Scarlett nie miała odwagi powiedzieć jej wprost co to jest, więc Kim czekała duża niespodzianka, a przynajmniej mamy taką nadzieję. Trochę inaczej wyobrażaliśmy sobie tą chwilę wręczenia prezentów, bardzo nam zależało na tym, byśmy mogli wręczyć je Kim osobiście i ten niedosyt, i żal musieliśmy zabrać ze sobą do hotelu. Żywię jednak nadzieję, że przywołał on na jej twarzy uśmiech i może coś więcej, i będzie jej zawsze przypominał o Polskich Sercach, które tak bardzo ją kochają.

Chwilę jeszcze porozmawialiśmy ze Scarlett, zapytała nas jak się nam koncert podobał. Zapytaliśmy też o jej nową płytę, która jak się okazuje, jest już ukończona, ale wciąż nie znaleźli odpowiedniego wydawcy, więc w tym roku raczej na pewno album się nie pojawi. Bardzo miło i sympatycznie wspominam spotkanie ze Scarlett. Zawsze się cieszę, gdy pojawia się możliwość poznania także innych członków niesamowitej rodziny Wilde, zwłaszcza że w tym przypadku była to dziewczyna, dla której 20 lat temu powstał ponadczasowy utwór 'Birthday song'.
Ale oczywiście, jeździmy na koncerty dla Kim, to dla niej przemierzamy czasami długie odległości, reorganizujemy swoje życie. Robimy to o czym kiedyś nawet nie śniliśmy i niesamowitą przygodą są dla nas takie wyjazdy, spotkania z innymi fanami tak samo kochającymi Kim, dla których największą radością nie jest samo uczestniczenie w koncercie, ale bycie tam po prostu dla niej.
I żywię głęboką nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy, związani teraz także wspaniałymi przyjaźniami, nie raz obejrzymy Kim na koncercie i być może spotkamy poza sceną, bo dla nas 'fanów z daleka' czasami taka minuta obcowania z tą wspaniałą, cudowną osobą daje nam radość i nadzieję na kolejnych parę miesięcy...

Gdy dotarliśmy do hotelu, rozstaliśmy się z częścią grupy, a z resztą spotkaliśmy niedługo potem w apartamencie chłopaków, gdzie przesiedzieliśmy do białego rana, bawiąc się ale przede wszystkim rozmawiając o Kim, jak zawykle zresztą.
Rano Małgosia z Mateuszem wyruszyli w drogę powrotną samochodem, tak samo Gosia z koleżankami, Kasią i Magdą. Wcześniej jeszcze pożegnaliśmy Kasię, która musiała wrócić wcześniejszym pociągiem do Olsztyna i tak w skromniejszej, 5 osobowej grupie powróciliśmy pociągiem do domu.

Na szczęście, rozstanie na nastąpiło na długo, kiedy to już za 7 tygodni zobaczymy się znowu, mam nadzieję w poodbnym składzie, tym razem na koncercie Kim w Neubrandenburgu, pierwszym tuż po wydaniu płyty 'Come out and play'. Czekamy na ten dzień niecierpliwie!


Dziękuję wszystkim za wspaniałą zabawę, że razem mogliśmy uczestniczyć w tym wspaniłym koncercie Kim.
A we Frankfurcie byli: Kasia, Beatka, Ewa, Gosia, Małgosia, Piotrek, Wojtek, Mateusz, Seweryn, Roman, Paweł oraz Magda i Kasia (tu specjalne podziękowania za te cudne fotki jakie dla nas zrobiła).


Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook