NDR Summertour - Neubrandenburg (29.08.2010)   




Set List

Chequered Love
View from a Bridge
The Second Time
Lights Down Low
Anyplace Anywhere Anytime
Cambodia
King of the World
A Little Respect
Never Trust a Stranger
You Came
You Keep Me Hangin' On

Bis
Get Out
Kids in America



Obejrzyj galerię zdjęć.



Galeria zdjęć na www.ndr.de

Reportaż telewizji NDR.

Posłuchaj nagrań z koncertu: 'Cambodia', 'King of the World' oraz 'You Came'.










NDR Summertour, seria letnich festiwali odbywających się na północy Niemiec, co roku przyciąga na koncerty tysiące widzów.
29 sierpnia w Neubrandenburgu odbyła się kolejna taka impreza, na której gwiazdą wieczoru była Kim Wilde.
Dla Kim był to pierwszy występ na scenie z piosenkami z nowej płyty, która zaledwie dwa dni wcześniej miała swoją premierę.
W tym jedynym i niepowtarzalnym czasie mogliśmy być także i my. Pod tym a także innymi względami był to nasz chyba najbardziej udany wyjazd, a koncert, jak zwykle rewelacyjny.




Do Neubrandenburga wszyscy wyruszyliśmy o różnych porach. Pierwsze nasze spotkanie odbyło się w Szczecinie, gdzie razem z Gosią i Ewą byłyśmy już po godzinie 6 rano i kolejne 3 godziny czekałyśmy na Piotrka i Wojtka. I tak około 11 razem wyruszyliśmy do Neubrandenburga. Pomimo podróży niemieckim pociągiem, nie obyło się bez polskiego akcentu, kiedy to musieliśmy rozbawionym konduktorom okazywać bilet grupowy wielkości formatu A4, wypełniony odręcznym pismem. Niemieccy pracownicy kolei zapewne mieliby jeszcze większy ubaw, gdyby poznali historię zakupu tegoż biletu...

Na miejsce dojechaliśmy punktualnie, aczkolwiek wystarczyła chwila nieuwagi i byśmy przejechali stację. Neubrandenburg przywitał nas słoneczną pogodą i mieliśmy nadzieje, że taka utrzyma się do końca dnia. Jeszcze będąc na dworcu, dostrzegliśmy w oddali hotel Radisson, w którym mieliśmy się zatrzymać. Tam czekała na nas już Kasia z mężem Igorem i synkiem Brunem, najmłodszym fanem Kim Wilde.

Po zameldowaniu się w pokojach, razem z Ewą i Gosią odwiedziłyśmy pobliski Media Markt i wykupiłyśmy wszystkie będące na stanie sklepu egzemplarze nowego albumu oraz singla Kim. Nie było tego wszakże wiele i musieliśmy się podzielić trzema sztukami singla i trzema płytami między piątką osób.
Powróciwszy do pokoi, powoli szykowaliśmy się do wieczornego koncertu. Cała impreza miała odbyć się na Marktplatz, gdzie znajdował się też hotel. Z okien, więc mogliśmy obserwować, co dzieje się pod sceną i jak niemieccy i holenderscy fani już okupują miejsca pod barierkami, gotowi spędzić tam kolejnych kilka godzin. Mniej więcej w tym samym czasie pod tyły sceny podjechał czarny minivan, z którego wysiadł cały zespół Kim. Wciąż zastanawialiśmy się, w którym hotelu zatrzymała się Wilde Crew, podejrzewając jednocześnie, że Kim już na pewno się tam zameldowała.

Piotrek i Wojtek zeszli do recepcji zameldować w pokoju jeszcze Małgosię i Ule, które jechały wciąż do Neubrandenburga samochodem. Gdy długo nie wracali, poczyniłam żartobliwą uwagę, że być może spotkali na dole Kim i o nas zapomnieli. Jakże bliska byłam swojego stwierdzenia, gdy wkrótce powrócili z pierwszą wielką nowiną tego popołudnia. Chłopaki ubrani w nasze 'firmowe' koszulki z podobizną Kim, zostali omyłkowo wzięci za członków Wilde Crew. Pani w recepcji łamiąc przepisy podała Piotrkowi listę, na której miał siebie odnaleźć. Na pierwszym miejscu tej listy było nazwisko Kim Fowler... Pani wkrótce pojęła, jaki błąd popełniła, ale było już za późno...
Tak więc chłopaki powrócili do nas z wiadomością, że Kim i jej band mieszkają w naszym hotelu. Ciężko nam było ostudzić nasze podniecenie, ale wiedzieliśmy, że nie możemy się teraz dać ponieść emocjom. Zeszliśmy na dół do recepcji, z nadzieją, że może gdzieś spotkamy Kim, jednocześnie jednak nie chcąc się jej w jakikolwiek sposób narzucać, mieliśmy nadzieję jedynie na 'wzrokowy kontakt'.

Jednak Kim nie spotkaliśmy a nogi doprowadziły nas na zewnątrz pod samą scenę, gdzie akurat rozpoczęła się próba do koncertu. Chwilę oglądaliśmy przygotowania zespołu, który wydawał się nas zauważyć w niewielkim tłumie ludzi i gapiów, krążących po placu bacznie nas obserwujących. Koszulki zrobiły swoje!
W między czasie dotarł do naszej grupy Roman, który podróżował do Neubrandenburga samochodem.
Przed nami stali fani niemieccy i holenderscy, z którymi przywitaliśmy się z daleka. Obserwowaliśmy jak podeszła do nich Sabrina Winter, długoletnia przyjaciółka Kim, którą mieliśmy już okazję spotkać po koncercie w Hamburgu rok wcześniej. Po pewnym czasie Sabrina nas dostrzegła i przyszła się przywitać. Zaczęliśmy rozmawiać, o Kim, o dzisiejszym koncercie, pierwszych wynikach sprzedaży płyty 'Come out and play'. Sabrina podzieliła się też z nami planami na kolejne dwa single, jakimi miałyby być 'Real Life' oraz 'Get Out'.

We Frankfurcie po koncercie udało się nam spotkać ze Scarlett, przez którą przekazaliśmy dla Kim specjalny prezent od fanów z Polski, piękny pierścionek z dużym bursztynem, z wygrawerowanym napisem 'From Polish Hearts'. Nie wiedzieliśmy jak Kim przyjęła ten prezent, aż do chwili spotkania z Sabriną, która sama nam o nim wspomniała. Dzień wcześniej w Berlinie Kim miała na placu piękny pierścionek i pochwaliła się, że dostała go od polskich fanów. Cóż to dla nas był za przyjemny szok! Okazało się, że trafiliśmy w gusta Kim, i dla niej samej taki prezent zapewne musiał być czymś wyjątkowym. Ta wiadomość w większym stopniu zdominowała tamten wieczór. Czuliśmy niesamowitą radość, ale i wzruszenie, że udało się nam trafić do serca Kim tym prezentem, a który nigdy nie pozwoli jej zapomnieć o swoich fanach z Polski...

Jeszcze chwilę postaliśmy pod sceną wsłuchując się w piosenki, jakie grał zespół na scenie, po czym wróciliśmy do hotelu. Stamtąd mogliśmy posłuchać resztę próby, na której Scarlett dzielnie zastępowała swoją ciotkę i śpiewała dla nas m.in. piosenkę 'Get Out'.

Długo zwlekaliśmy z powrotem pod scenę, a tam zaczęło zbierać się coraz więcej ludzi. Więc w końcu, gdy tam dotarliśmy, musieliśmy walczyć o każdy skrawek miejsca jak najbliżej barierek. Najtrudniej jest wówczas, gdy każdemu na tyle zależy na dobrym miejscu, że jest gotów walczyć o nie za wszelką cenę. Z takim przypadkiem spotkaliśmy się i w Neubrandenburgu, gdzie pewna kobieta w wieku przekraczającym 50 lat wzięła sobie za cel dostać się pod same barierki. Nasz był identyczny i zapowiadała się ostra walka, do samego końca. Gosi, Ewie i Wojtkowi w końcu udało się dostać do pierwszego rzędu. Jednak chwila nieuwagi podczas sesji fotograficznej, w jakiej uczestniczyliśmy dla pewnej niemieckiej gazety, wystarczyła i starsza pani skorzystała z okazji. Wcisnęła się pod samą barierkę, nie bacząc po czyich rzeczach depcze. Ciężko było podjąć chociażby wzrokowy kontakt z mało sympatyczną Niemką, która traktowała nas jak powietrze, a jej mąż stojący tuż za nią groził nam swoją laską. Brzmi zabawnie, choć nam do śmiechu nie było...
Do tego ludzie dosyć napierali na nas, brakowało tego komfortu z wcześniejszych koncertów, kiedy to wokół nas było trochę wolnej przestrzeni. Dla mnie samej to nie była idealna sytuacja, gdy z drugiego rzędu ciężko mi było oglądać ludzi na scenie. Taka dola niskich osób...

Niecierpliwie oczekując Kim, na scenie oglądaliśmy coraz to inne lokalne gwiazdy, które zabawiały widzów, nieco już zmarzniętych i zmokniętych z powodu deszczu, zakłócającego nam od pewnego czasu zabawę.

Sommertour to impreza organizowana przez radio i telewizję NDR, i co jakiś czas wchodziliśmy na antenę niemieckiej stacji, panowie z kamerami wciąż mijali nas, aż w końcu pewna dziennikarka poprosiła o wywiad. Nikt nie był chętny, ale padło na Gosię, która dzielnie zaprezentowała nas przed niemieckimi kamerami.

Krótko przed godziną 22, na którą został zaplanowany występ Kim, dotarły do nas w końcu Małgosia z Ulą. Niedługo później na scenę wyszedł prezenter wieczoru, który zaczął zapowiadać naszą idolkę. Wcześniej nie omieszkał zwrócić uwagę całej parutysięcznej widowni zebranej na placu o fanach Kim stojących pod barierkami, na głos odczytując napisy z ich transparentów, także naszego.

I w końcu po długim oczekiwaniu i naszej walce pod barierkami z tutejszymi mieszkańcami, na scenie pojawił się zespół Kim. Z głośników zaczęły wydobywać się znajome nam dźwięki i zaczęło się! Pod barierkami znalazło się jeszcze jedno miejsce dla mnie, pomimo tego, iż starsza pani wciąż rozpychała się łokciami gotowa w niedługim czasie całkowicie zepchnąć nas z miejsca, gdzie wisiał nasz baner.
Muzycy zaczęli grać Chequered Love i na scenę wyszła Kim, krótko witając się z tłumem pod sceną. Kolejny raz olśniła nas swoim wyglądem i wspaniałym humorem, wręcz roześmiana zaczęła swój kolejny rewelacyjny występ, a my szybko dostrzegliśmy na palcu Kim nasz pierścionek!

Początek repertuaru przypominał ten z Frankfurtu, ale już czwartym utworem była pierwsza nowość tego wieczoru, 'Lights Down Low'. W pierwszym rzędzie pod sceną wybuchło szaleństwo, wszyscy fani czekali na tą piosenkę.
Później jeszcze usłyszeliśmy 'King of the World' oraz 'Get Out'. Wszystkie trzy utwory były dobrze zagrane i zaśpiewane jak na debiut, z ogromnym wykopem i mocniejszym brzmieniem rockowym niż na płycie. Na tych utworach ponosiło nas, ponosiło Kim. Zwłaszcza na 'Get Out' pokazała nam w jak znakomitej formie fizycznej jest, pomimo już godziny śpiewania na scenie! Koncert był grany i śpiewany w niesamowitym tempie. Jedynie wolniejsza Cambodia dała nam chwilę na złapanie oddechu, mogła też troszkę odpocząć sama Kim. Jednak reszta koncertu była jak rozpędzona lokomotywa, Kim wydawała się być mniej zmęczona z czasem trwania występu i tylko nam szalejącym pod sceną już powoli brakowało sił, a gardła zdzieraliśmy się sobie na kolejnych piosenkach.

Kolejny raz wielkie słowa uznania dla Kim za wokal, cóż ona wyprawia ostatnimi czasy na tych koncertach, to przechodzi nasze pojęcie! Znowu wyciągała i śpiewała fenomenalnie, aż dziw bierze, jaki jeszcze potencjał głosowy w niej drzemie! Przykładem może być wykonanie Never Trust a Stranger, jednej z najtrudniejszych piosenek, które zostało odśpiewane przez Kim perfekcyjnie, a ona sama nawet zaczęła w chórkach wspomagać samą Scarlett.

Ważnym wydarzeniem na tym koncercie był powrót do zespołu Nicka Beggsa. Już się obawiałam, że opuścił Wilde Team na dobre, ale na szczęście dla nas wszystkich i dla koncertów Kim, pojawił się ponownie. Charyzma tego basisty jest nieoceniona, czuje się jego wspaniały kontakt z resztą muzyków oraz z Kim, a sam koncert korzysta jeszcze bardziej na atrakcyjności.

Ważną rzeczą, jaką mogliśmy zaobserwować, była duża zmiana z zachowaniu Kim. Jak zwykle perfekcyjna w tym, co robi, wydawała się być skupiona na każdym elemencie swojego koncertu. Jednakże tym razem od początku dostrzegało się ogromną swobodę w tym jak śpiewa, jak do nas przemawia. Podczas koncertu dziękowała za wspaniałe przyjęcie jej nowego albumu. Pierwsze wyniki sprzedaży, jakie do niej już dotarły, ogromnie ją podbudowały i ten brak pewności siebie, jaki czasami mieliśmy okazje u niej oglądać, gdzieś uleciał. Przez cały niemal koncert tryskała niesamowitym humorem i energią. Teraz jak na dłoni można było dostrzec jak cieszy ją i bawi śpiewanie dla nas.

Wspomniane już wyżej przeze mnie tempo tego koncertu było niesamowite i na pewno Kim zaimponowała tamtego wieczoru nie jednemu nastolatkowi, a takich na koncercie było wielu. Ale co także jest godne zauważenia, na imprezie było także wiele dzieci. Kim pozdrowiła najmłodszych widząc ich na rękach i barkach swoich rodziców. Wśród nich dostrzegła także naszego Bruna. Uprzedzona zapewne przez Sabrine o najmłodszym fanie z Polski, który także czeka niecierpliwie na koncert, serdecznie do niego pomachała.

Jednym z elementów niemal każdego koncertu jest czas na przedstawienie całego bandu, który już od 3 lat w prawie niezmienionym składzie zachwyca nas swą grą. I tutaj przyszła kolej na nasze małe show. Ricky Wilde, najważniejsza postać w Wilde Crew, ta, bez której nie byłoby Kim Wilde, nie byłoby jej muzyki. Ukochany brat i przyjaciel Kim, dla nas wspaniały, ciepły człowiek, z którym już niejednokrotnie mieliśmy okazję porozmawiać. Chcąc docenić jego wkład w całą karierę Kim i to ile dla nas także znaczy, postanowiliśmy tym razem zrobić niespodziankę dla niego.
Przygotowaliśmy specjalny baner, który w domu zrobiła Gosia a Ewa już w pokoju hotelowym skleiła w jedną całość. Znalazły się na nim słowa, podobne do tych, jakie Kim powiedziała na temat brata we Frankfurcie. I tuż przed przedstawieniem Ricky'ego wyciągnęliśmy transparent do góry, najpierw pierwszą część z napisem 'Ricky! You're responsible...' i potem drugą 'for all those successes!!!'. Pierwszy zaczął się śmiać Ricky, później Scarlett. Kim widząc ich reakcje szybko odwróciła się w naszą stronę i także się zaśmiała. To troszkę zburzyło jej przemowę, ale myślę, nie miała nam tego za złe. Sama przeczytała na głos słowa z transparentu, po czym podziękowała polskim fanom za przypomnienie jej słów, jakie miała powiedzieć.
Następnie zespół zaczął grać 'You Came' a Ricky podszedł do brzegu sceny i zaczął śpiewać piosenkę dedykując ją nam.
Później jeszcze było 'You Keep Me Hangin'on' i już standardowo, Kim i band zeszli na moment ze sceny a my zaczęliśmy wywoływać ich z powrotem słowami 'Come out and play!'.

Po chwili wszyscy powrócili do nas, a Kim zapowiedziała utwór 'Get Out', który trafnie zaplanowano na część bisową. Cały koncert oczywiście zakończyła piosenka 'Kids in America'.
Publiczność jeszcze długo wywoływała Kim i jej zespół, ale na scenie się już nie pojawili. Szybko zebraliśmy spod barierek nasze rzeczy oraz ściągnęliśmy transparent, cały mokry od deszczu, który towarzyszył nam przez drugą część koncertu.

Po krótkich naradach postanowiliśmy pójść do hotelu wiedząc, że to będzie najlepsze miejsce oczekiwania na Kim. Zatrzymując się w lobby, w tym czasie Ula przedzwoniła do Nicka, menadżera Kim i powiedziała nam, że Kim nie pojawi się tutaj nie wcześniej niż za 15 minut, więc wykorzystaliśmy ten czas na pozostawienie w pokojach zbędnych rzeczy i skorzystanie z toalety.

20 minut później wszyscy już czekaliśmy na Kim w lobby hotelowym, ale wcześniej spotkaliśmy Scarlett, która poświęciła nam na rozmowę dłuższą chwilkę. Przy końcu zapytała nas o trasę w 2011 roku i zapowiedzieliśmy, że oczywiście, pojawimy się na paru koncertach. Na pożegnanie, zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, drugie i nie ostatnie tego wieczoru.

Nie minęło dużo czasu, gdy dostrzegliśmy grupę znajomych osób wchodzących do hotelu tylnym wejściem od strony lobby. Widząc nas, członkowie zespołu Kim zeszli na bok dając wolne przejście dla Kim. Zaczęliśmy bić brawo za rewelacyjny koncert. Kim zaczęła podchodzić do nas i witać się z każdym z osobna. Gest znany nam już z Gustrow, dla nas wciąż jest jedną z najcenniejszych rzeczy, jaka mgła nas w życiu spotkać. A wzrok Kim, utrwalający cię w przekonaniu, że cię kojarzy, pamięta, jest najcenniejszym wspomnieniem jakie do końca życia będziemy nosić w sercach. Takie rzeczy zdarzają się naprawdę rzadko i nas kosztowało to także wiele pracy, by zasłużyć sobie u Kim na takie szczególne traktowanie. W takich wyjątkowych chwilach Kim niweluje ten dystans idol-fan do minimum. Wszystkie nasze spotkania z nią niosą zawsze ze sobą niepowtarzalną magię, gdy nasza idolka ze skupieniem patrzy nam w oczy i czujemy, jakby zaglądała nam w duszę. Uczucie nie do opisania i zapewne w tym momencie rozumieją mnie tylko osoby, które miały to szczęście to odczuć.

Wręczyliśmy Kim prezent, dość skromniutki w porównaniu z tym co dawaliśmy jej wcześniej. Symboliczną, srebrną zawieszkę kształcie podkówki, na szczęście.
A jeżeli już byliśmy przy prezentach, Gosia napomknęła, że Kim ma piękny pierścionek na palcu. Kim szeroko się uśmiechnęła, ucałowała wielki bursztyn bardzo gorąco nam za niego dziękując. Powiedziała, że jest to jeden z jej ulubionych pierścionków, ciągle go nosi, o czym wcześniej wspomniała nam już Sabrina. Opowiedziała nam także o grawerze, który odkryła po paru dniach jadąc samochodem i była bardzo mile zaskoczona.

Kim zaczęła podpisywać autografy i zaproponowaliśmy jej by usiadła na fotelu, my kucnęliśmy wokół niej i zrobiła się bardzo sympatyczna i wyjątkowa atmosfera. Wszyscy nagle z lobby zniknęli, byliśmy tylko my, Kim i Sabrina. Kim podpisywała nam płyty, książki, zdjęcia a w między czasie rozmawiała z nami. Opowiedziała nam jak spędziła wakacje, o kilometrach, jakie przeszła w górach i biednej Jessice, która pierwsza nie wytrzymywała kondycyjnie tempa, jakie narzucano...

Kim pytała nas o podróż, czy się dobrze razem bawimy, my, a raczej Piotrek, który nie dał się zjeść emocjom i dzielnie prowadził czynną rozmowę z Kim, opowiedział o tym jak to dzięki niej się poznaliśmy, nawiązaliśmy przyjaźnie. Że spotykamy się razem na koncertach, później w Internecie i długo rozmawiamy o Kim.
Rozmawialiśmy także o nowej płycie i poszczególnych piosenkach.

Na koniec zrobiliśmy sobie z Kim grupowe zdjęcie, a raczej zdjęcia. Flesze błyskały z paru aparatów i poczuliśmy się przez moment jak na sesji zdjęciowej, a takiej sesji życzymy każdemu.
Na pożegnanie jeszcze raz podziękowaliśmy Kim za wspaniały album oraz wspomnieliśmy, że na pewno zobaczymy się za pół roku podczas trasy koncertowej.

Kim i Sabrina udały się do pobliskiej restauracji, gdzie już większość członków obozu Wilde siedziała a my grzecznie zaczekaliśmy na jeszcze jedną osobę, Ricky'ego.
Ricky uradowany, że nas widzi, gorąco podziękował nam za transparent na koncercie. Powiedział, że jesteśmy niesamowici i bardzo się im podoba to, co robimy. Gdy zapytaliśmy go, czy poświęci nam chwilkę, powiedział, że może z nami postać tak długo jak tylko zechcemy. Porozmawialiśmy o koncercie, przyszłorocznej trasie koncertowej. Wiem, że się powtarzam i wspominam o tym w co drugiej relacji, ale Ricky jest po prostu fantastycznym, ciepłym i zabawnym człowiekiem, niesamowicie otwartym na spotkania z fanami, i tak jak to bywa czasami u Kim, nie wyczuwa się między nami żadnego dystansu. Spotkania z nim to jest czysta przyjemność.
Na koniec, oczywiście zrobiliśmy sobie wspólną sesję zdjęciową i pożegnaliśmy się z tym przesympatycznym mężczyzną, z nadzieją na kolejne spotkania za pół roku.

Resztę wieczoru i nocy spędziliśmy w przesympatycznej atmosferze. Trochę wspominaliśmy, dzieliliśmy się naszymi wrażeniami, omawialiśmy nasze przyszłe plany i wyjazdy. Staraliśmy się zachowywać normalnie, nie dając się rozpraszać myślom na temat faktu, że może dzieli nas z Kim parę ścian...
Około 5 rano rozeszliśmy się do pokoi, pożegnaliśmy Romana, który pojechał do domu. Trzy godziny później w niepełnym składzie zeszliśmy na śniadanie, gdzie spotkaliśmy Wilde Crew, widząc się później z nią jeszcze raz w recepcji, gdy my i oni wymeldowywaliśmy się z pokoi. Tam spotkaliśmy też Kasię z Igorem i Brunem, którzy także szykowali się do powrotu do domu.

W szybkim tempie przemieściliśmy się na dworzec, w obawie, że ucieknie nam pociąg, po czym spokojnie powróciliśmy do Szczecina, omawiając kolejne plany na kolejne koncerty i niespodzianki dla Kim.
Na dworcu w Szczecinie, ja, Gosia i Ewa pożegnałyśmy się z chłopakami, którzy czekali na swój samolot do Warszawy i odprowadzili nas na dworzec.


Był to kolejny niesamowity wyjazd naszej grupy, myślę, że pod wieloma względami najbardziej udany. Przeżyliśmy nie tylko fenomenalny koncert Kim, ale spotkało nas także wiele niespodzianek i spotkań, z których oczywiście najcenniejsze było to z Kim. Poczuliśmy także taki nieopisany spokój, wiedząc, że teraz gdziekolwiek będzie Kim, jeśli zabierze ze sobą nasz wyjątkowy prezent, to będzie tak, jakbyśmy duchem także tam z nią byli. A na pewno pamięć Kim o nas tak szybko nie minie, a spowoduje lekki uśmiech na jej twarzy za każdym razem, gdy nas wspomni, zakładając na palec podarunek od polskich serc...


Teraz czeka nas pół roku przerwy by pod koniec lutego wyruszyć w kolejne niesamowite podróże, na koncerty do Berlina, Monachium a także innych miast. Pod względem częstotliwości koncertów, na jakie pojedziemy, a także samego faktu, że to będzie trasa koncertowa, możemy szykować się na kolejne niezapomniane chwile.
A ja żywię ogromną nadzieję, że znowu uda się nam przeżyć ten czas w jak największym gronie, od razu namawiając wszystkich na wspólny wyjazd choćby do Berlina. Ten apel kieruję także do innych fanów, z którymi być może jeszcze nie mieliśmy okazji się spotkać, ani porozmawiać na forum, a zapewne tam gdzieś po głowie wciąż chodzą im myśli i przypominają o sobie niespełnione marzenia, które naprawdę są na wyciągnięcie ręki! Z wielką radością poznamy Was i w razie potrzeby wesprzemy w podróży i nie tylko. Pamiętajcie, że na marzenia i ich spełnianie nigdy nie jest za późno, a koncerty Kim są warte wielu wyrzeczeń. Mam nadzieję, że nasze relacje na forum oraz tutaj, także w formie multimedialnej, są tego przykładem.


Na koncercie w Neubrandenburgu byli Ewa, Gosia, Małgosia, Ula, Kasia i Igor z Brunem, Piotrek, Wojtek oraz Roman. Dziękują Wam wszystkim za te wspaniałe chwile jakie razem przeżyliśmy i do zobaczenia wkrótce!


Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook