Trasa 'Come Out and Play' - Paryż (18.03.2011)   

Obejrzyj naszą galerię zdjęć


Set List

King of the world
Chequered love
Hey you
The second time
Anyplace, anywhere, anytime
Words fell down
Lights down low
Real life
Suicide
Cambodia
Never trust a stranger
View from a bridge
Jessica
Love blonde
Thought it was goodbye
Sleeping satellite
Together we belong
Cambodia Reprise
Can't get enough (of your love)
This paranoia
You came

Bis 1
Forever young
Get out
You keep me hangin'on

Bis 2
Kids in America


Nagrania video na You Tube:
Fragmenty koncertu
Hey! You!
This Paranoia, You Came
Forever Young
You Came
Kids in America
Love Blonde
Sleeping Satellite, Together We Belong, Cambodia Reprise
Cambodia
Cambodia Reprise
Jessica
Real Life
Lights Down Low
Can't Get Enough (of your love)



Paryż. La Cigale. Czekaliśmy na tą chwile dość długo, miesiącami marząc o koncercie Kim w Paryża, by przeżyć tą niesamowitą atmosferę, jaką potrafią stworzyć jedynie jakże spontaniczni i zakochani w Kim Francuzi. I w końcu się udało. Czekaliśmy długo na tą wiadomość i gdy oficjalnie pojawiła się informacja o planowanym koncercie we Francji szybko zakupiliśmy bilety, które wyprzedały się w błyskawicznym tempie.

Tym razem, nasz skład był liczniejszy, do mnie i chłopaków dołączyły także Gosia, Ewa, Beatka, a także Magda z siostrą Moniką, które przyleciały do Paryża w piątek rano. Na lotnisku spotkaliśmy także Jerzego, który też wybierał się na koncert Kim. Nasz lot odbył się w południe, więc po wylądowaniu, nie mieliśmy zbyt wiele czasu. Do tego odnalezienie naszego hotelu, który był umiejscowiony dokładnie naprzeciwko Luvru, nie okazało się tak prostą sprawą. Wiele czasu straciliśmy na przemieszczanie się klimatycznymi ulicami Paryża, nim pewien Polak uratował naszą zagubioną grupę i wskazał dobry kierunek.

Tak więc w hotelu nie spędziliśmy zbyt wiele czasu, kiedy musieliśmy szykować się do wyjścia. A pod La Cigale były już tłumy, podobnie w środku, mimo iż do koncertu było jeszcze ponad 40 minut. Niestety w tym roku ktoś wpadł na niebyt trafny pomysł i w odróżnieniu do poprzednich lat, zlikwidował w 90% stojące miejsca, zastępując je siedzącymi. Spowodowało to także mniej biletów w sprzedaży, a szkoda, bo jak się okazało, zainteresowanie nimi było ogromne! Obawialiśmy się, że to może zepsuć całe show. Do tego między rzędami foteli było dosyć ciasno.
Gdy kupowaliśmy bilety na koncert, już wiele miejsc było wykupionych, stąd było ciężko znaleźć kilka wolnych miejsc obok siebie. Udało nam się zarezerwować miejscówki na balkonie, ale Beatka miała na bilecie imiennym nieco dalszy numer, parę rzędów dalej. Pani z obsługi La Cigale, która kierowała ludzi na swoje miejsca, zabrała nam Beatkę i długo szukaliśmy jej wśród tłumu. Na szczęście, gdy zaczął się koncert francuskiej gwiazdy, która była suportem Kim, Beatka powróciła do nas.

Gdy Kim wyszła na scenę, niesamowita owacja zgromadzonej publiczności potwierdziła to, co liczyliśmy zobaczyć i usłyszeć. Cała sala gorąco przywitała Kim, tworząc od pierwszych minut koncertu niezwykłą atmosferę. Od razu wstaliśmy z miejsc, gdy jedna pani za nami usilnie chciała nas usadzić. Być może pomyliła koncert rockowy z teatrem.
Nie każdy oczywiście wstał od razu, były także osoby, które dość biernie oglądały całe show, na nasze szczęście dla nas, także osoby siedzące w pierwszym rzędzie przed nami. Dzięki temu byliśmy bardzo dobrze widoczni. Białe koszulki i czapeczki zrobiły swoje, i już na początku koncertu dostrzegła nas Scarlett i do nas pomachała. Po trzeciej piosence zauważyła nas także Kim i otrzymaliśmy od niej znak, bardzo dla nas cenny.

Ten koncert różnił się dosyć od tego, co widzieliśmy na dwóch poprzednich. Przede wszystkim, scena była niesamowicie mała i zamiast sceny ze schodami, na środku postawiono kilka skrzynek, które miały być imitacją schodów. Nastąpiła także mała zmiana w repertuarze, z którego wypadło 'My Wish is Your Command' a zamiast tego usłyszeliśmy 'Can't Get Enough (of Your Love)'. Zespół Kim nie zagrał nam także składanki muzycznej, jaką grał na niemieckiej trasie, ale za to mogliśmy posłuchać innej kompozycji, 'Cambodia Reprise' co było dla nas ogromną niespodzianką, bardzo przyjemną dla ucha.

Kim śpiewała rewelacyjnie, zwłaszcza część akustyczna wyszła jej wręcz fantastycznie, nieco gorzej za to tym razem wspomagała ją Scarlett.
Atmosfera była niepowtarzalna i takiej nigdzie indziej Kim mieć nie będzie. Francuzi ją kochają i potrafią to okazać w niesamowity sposób. Bawili się znakomicie i my poczuliśmy, że bardzo tutaj pasujemy. Nie musieliśmy nikomu pokazywać, jak należy się bawić na koncertach Kim. Fani szaleli, ale choćby w śpiewaniu piosenek nie wyszło im już najlepiej, w porównaniu z tym, co mogliśmy obserwować na nagraniach You Tube sprzed dwóch lat. Na szczęście, gdy przyszło zaśpiewać Happy Birthday gitarzyście, Neilowi Jonesowi, La Cigale stanęło na wysokości zadania.

Ale jak wspomniałam wyżej, publiczność francuska kocha Kim a ona ją uwielbia i tutaj czuje się znakomicie, kontakt z publicznością ma wspaniały. Często wyciągała mikrofon do osób stojących pod samą scenę, i pozwała im śpiewać, witała się z nimi.
Sympatyczny moment nastąpił przed piosenką 'You Came', kiedy Kim otrzymała kwiaty od jednego z fanów i zapytała skąd przyjechał, a on odpowiedział, że z Grecji. Kim zadedykowała chłopakowi piosenkę. Był to piękny gest, dość wymowny. Tydzień wcześniej w Atenach Kim miała wystąpić, ale koncert został odwołany.

Narzekaliśmy na miejsca siedzące, ale jednak potrafiliśmy docenić fakt, że one tam były. Nie zmęczył nas bardzo koncert, a podczas części akustycznej, mogliśmy usiąść i chwile odpocząć, wsłuchując się w przepiękny wokal Kim. Było to ważne dla nas, gdyż cały kolejny dzień mieliśmy spędzić na zwiedzaniu Paryża i potrzebowaliśmy na to dużo energii.

Gdy skończył się koncert, wszyscy zaczęli schodzić na dół i my postanowiliśmy przeczekać ten moment. Przy okazji mogliśmy się przywitać z innymi fanami, także tymi, którzy machali do nas z dołu. Spotkaliśmy też Jerzego, który siedział niedaleko nas i chwilę z nim porozmawialiśmy.
Obsługa koncertu, jakże różniąca się od tej niemieckiej, była bardziej dla nas życzliwa. Pan, który wcześniej wpuszczał nas na koncert i bardzo sympatycznie nas przywitał słowem 'Dzień dobry', po zakończonym koncercie, gdy już wszyscy opuścili salę, pozwolił nam chwilę zostać i porobić pamiątkowe zdjęcia.

Na dole czekały na nas Magda z Moniką, które oglądały koncert z dołu. Później spotkaliśmy się z nimi w hotelu, gdzie spędziliśmy wspólnie dobrych kilka godzin, wyśmienicie się bawiąc. Dziewczyny nie są fankami Kim, ale były koncertem i jej występem zachwycone. Jestem pewna, że jeszcze z nami kiedyś na jakiś koncert pojadą.

Po zakończonym koncercie nie czekaliśmy na Kim przed La Cigale. W minionych latach poprzez szalejący tłum fanów, Kim miała trudności, by wyjść z obiektu, dlatego nie spodziewaliśmy się, że do jakiegoś spotkania może dojść. No cóż, myliliśmy się i choć wiem, że podjęliśmy taką decyzję sugerując się tamtymi wydarzeniami, żałuję, że jednak nie zostaliśmy. Kim wyszła na przeciw swoimi francuskim fanom i chcąc dać im szansę na spotkanie z nią, ochrona postawiła przy wyjściu barierki, które odgradzały ją bezpiecznie od fanów. W taki sposób Kim mogła się z nimi spotkać. Szkoda, że nas tam zabrakło.


Porównując trzy koncerty, w których mogłam uczestniczyć, najlepszy był berliński. Tam wszystko było perfekcyjne, od strony technicznej począwszy. Tamten koncert udowodnił, że Kim Wilde nie może dłużej śpiewać w takich małych salkach jak choćby La Cigale czy Muffathalle.
Kim odniosła sukces płytą Come out and Play i to przełożyło się na niesamowitą frekwencję na koncertach. Gdy powracam pamięcią do trasy koncertowej Perfect Girl z 2007 roku, różnica jest ogromna! I nie tylko w odbiorze koncertów przez publiczność, ale także w samych koncertach. Do tego pomysł realizacji koncertu był strzałem w dziesiątkę i jestem pewna, że na przyszłą trasę koncertową, chętnych zobaczyć Kim będzie jeszcze więcej. To także dzięki znakomitej prasie, jaką Kim zbierała po swoich występach. Wszyscy zgodni byliśmy i wciąż jesteśmy zachwyceni tym, co w tym roku, z okazji 30 lat kariery, nasza 50-letnia idolka potrafi nam zaprezentować. Nie musimy żałować, że gdy Kim śpiewała 25 lat temu, byliśmy zbyt młodzi, by móc ją na żywo oglądać. Ten czas nadszedł teraz, jest on wyjątkowy i idealny, dla Kim i dla nas. Jesteśmy szczęśliwi, że możemy w tym czynnie uczestniczyć.


Co nastąpi teraz? Km Wilde zapowiedziała parę dni temu, że jeszcze w tym roku powinna wyjść jej nowa płyta. To zaskoczyło nas wszystkich, ale to tylko potwierdza fakt, iż najlepsze lata są jeszcze przed Kim i przed nami. To, co zaczęło się od nowa dość niepewnie w 2006 roku, teraz nabrało już takich rozmiarów, iż nikt i nic Kim Wilde nie zatrzyma.
Czeka nas jeszcze wiele lat z nowymi utworami Kim z CD i kolejnymi fantastycznymi występami na żywo. Marzenia, którymi żyliśmy 20 lat temu, teraz spełniamy z nawiązką.
A ja także cieszę się bardzo i doceniam fakt, że mam tak fantastycznych przyjaciół, z którymi mogę te radosne i szczęśliwe chwile wspólnie z nimi dzielić.
Dziękuję Wam wszystkim, dziękuję Kim!

Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook