Poczdam (03.07.2011)   

Obejrzyj naszą galerię zdjęć


Set List

King of the world
Chequered love
Anyplace, anywhere, anytime
A little respect
Cambodia
Lights down low
Never trust a stranger
I'll stand by you
The second time
View from a bridge
Sleeping satellite
Love blonde
Forever young
You came
You keep me hangin' on

Bis
Ça plane pour moi
Words fell down
Enjoy the silence
Kids in America



Nagrania video na You Tube:


The Second Time

Zdjęcia






Stadtwerke Festiwal jest trzydniowym letnim festiwalem, który organizowany co roku w lipcu, gromadzi ponad 120 tysięcy widzów. W tym roku organizator zaprosił do Poczdamu między innymi Kim Wilde, która zaśpiewała w ostatnim dniu imprezy. Kim jak zwykle była w znakomitej formie, pełna energii zaprezentowała nam aż 19 piosenek. Na koncercie oczywiście byliśmy i my, a jak świetnie się bawiliśmy, możecie przeczytać (i obejrzeć) poniżej...





Każdy nasz kolejny wyjazd na koncert Kim jest zawsze wyjątkową wyprawą, nie tylko pełną niesamowitych emocji związanych z naszą idolką, ale także przygód, mniej lub bardziej zabawnych, które każdą podróż czynią niezwykłą. Tak było i tym razem. Zaczęło się jeszcze na niedawno wyremontowanym Dworcu Centralnym w Warszawie, skąd do Berlina jechałam z Ewą oraz Piotrkiem. Nowe ławki zostały tak 'sprytnie' skonstruowane, że połykają wszelkiego rodzaju gadżety bez większych szans na ich odzyskanie. W taką pułapkę niemal bez wyjścia wpadł telefon Ewy i tylko cud sprawił, że udało się go wyłowić tuż przed odjazdem naszego pociągu. Podczas podróży do stolicy Niemiec, przygodę miał Piotrek, który chcąc skorzystać z toalety, został uwięziony na dobrych kilkanaście minut na pomoście. Automatyczne drzwi do bezprzedziałowego wagonu, w którym jechaliśmy, zacięły się. Cała obsługa pociągu była po naszej stronie i Piotrek sam musiał naprawiać zacięte drzwi według instrukcji konduktora, odblokowując układ hydrauliczny. Pocieszeniem dla nas jest teraz to, że gdy ktoś z nas znowu wpadnie w podobną pułapkę Intercity, Piotrek będzie wiedział co zrobić.

Jak przystało na polską kolej, do Berlina dojechaliśmy z pół godzinnym opóźnieniem. Na dworcu czekali na nas już nieco zniecierpliwieni, Gosia z mężem i synkiem oraz Wojtek, który podróżował z Szwajcarii, i także nie obszedł się bez "przygody" na niemieckim lotnisku, gdzie został poproszony o kontrolę bagażu...

Przywitaliśmy się niemalże w biegu, gdy nasz pociąg do Poczdamu stał już na peronie. Być może dlatego, że jesteśmy tylko Polakami i nie wiemy, że gdy w Niemczech pociąg jest "gotów do odjazdu" nie można już do niego wsiadać. Być może także w Niemczech maszyniści nie używają lusterek. Nagle automatyczne drzwi zaczęły się zamykać, gdy część naszej grupy stała jeszcze na peronie. Szybko zareagowaliśmy wsuwając nasze ręce, nogi a nawet bagaże pomiędzy drzwi, próbując je z powrotem otworzyć. Wbrew pozorom, nie było to proste, bo drzwi ani drgnęły a maszynista krzyczał coś w niezrozumiałym dla nas języku. W końcu widząc, że jesteśmy nieugięci, odblokował drzwi i mogliśmy kontynuować naszą podróż w komplecie.

W Poczdamie przywitał nas niestety deszcz i nieprzyjemny wiatr, i biegiem podążyliśmy w stronę hotelu. Był on usytuowany tuż obok placu, gdzie wieczorem miał odbyć się koncert, czyli w najlepszym możliwym miejscu. Chwilę odpoczęliśmy w pokojach, gdy w między czasie do Poczdamu dojechały samochodem Małgosia z Ulą.

Gdy dotarliśmy na wcześniej wspomniany plac, na scenie występował lokalny zespół, którego oglądał tłum miejscowej publiczności. Ubrani w nasze fanclubowe koszulki oraz czapeczki pewnie przedzieraliśmy się między kolejnymi rzędami ludzi, maszerując pewnie ku pierwszym rzędom. Tam spotkaliśmy Jurka oraz Romana, którzy już od jakiegoś czasu stali dzielnie w deszczu i czekali.

Po zakończeniu występu niemieckiej kapeli, część widzów zaczęła opuszczać plac i zrobiło się luźniej a co najważniejsze, zwolniło się nawet miejsce pod barierkami. Wtedy do naszej Wilde'owej grupy dołączył syn Gosi, Piotruś i zajął swoje miejsce przy barierce. Coraz bardziej zniecierpliwieni czekaliśmy na koncert Kim, z niepokojem spoglądając w górę. Ciemne chmury nie wróżyły poprawienia pogody a nawet zapowiadały jej pogorszenie. Jednak żadna, nawet ta najgorsza pogoda nie jest w stanie zepsuć nam humorów w oczekiwaniu na naszą idolkę. Nie boimy się też zimna i gdy Kim się pojawia, zdejmujemy kurtki, bluzy i radośnie witamy Ją w naszych koszulkach i czapeczkach. Tak było oczywiście i tym razem. Kim od razu zauważyła grupkę na biało ubranych fanów, którzy od pierwszej minuty bawili się wraz z nią i zdzierali sobie gardła na niemal każdej piosence.

Kim wyszła na scenę ubrana w czarne, zgrabne spodnie i elegancki żakiet. Wyglądała jak zwykle wspaniale, piękna cała promieniała. Przywitała swoich fanów szczerym uśmiechem. To jest niesamowite, jak wielką metamorfozę przeszła przez ostatni rok! Kim młodnieje nam i pięknieje z każdym kolejnym koncertem na którym jesteśmy. Do tego sukces płyty Come out and Play wręcz Ją uskrzydlił. Ileż Ona ma w sobie dziewczęcej energii i spontanicznej radości!

Scena była dość wysoka i głęboka. Wciąż padający deszcz powodował śliską nawierzchnię i Kim po incydencie na wcześniejszym koncercie, kiedy to poślizgnęła się i upadła, zachowawczo większość występu spędziła w głębi sceny. Pod zadaszeniem, gdzie ekipa rozłożyła zieloną wykładzinę, Kim mogła szaleć do woli. A była w niesamowitej kondycji, pełna energii, radosna i wyluzowana.

Staliśmy obok naszych kolegów z Holandii i Niemiec, i wspólnie wspieraliśmy Kim. Wraz z fenomenalnym wykonaniem piosenek, w których nie brakuje wciąż świeżych i zaskakujących często aranżacji, stworzyliśmy niepowtarzalną atmosferę. Najbardziej pamiętnym dla nas, i dla Kim, momentem będzie wykonanie Love Blonde; na gitarze grał Ricky, na basie przygrywał Nick Beggs, który zaskoczył nas zmianą swojego image'u artystycznego, wokalnie wspomagała Scarlett, a Kim stojąc na brzegu sceny śpiewała, co chwila wyciągając mikrofon w naszą stronę. Tą piosenkę zaśpiewaliśmy wraz z Kim, która nazwała nas jej drugim bandem. Tak rewelacyjny kontakt z Kim mieliśmy niemal przez całe półtorej godziny Jej występu. Komunikowała się z nami poprzez spojrzenia i gesty, posyłała często ciepły i szczery uśmiech. Szczególną uwagę także zwracała na Piotrusia, który kilkakrotnie przed utworem You Came popełniał falstart i machała do Kim czerwoną szarfą. Zabawnym fragmentem występu Kim było wykonanie piosenki Ca plane pour moi, kiedy Kim zachęcała widownię do śpiewania wraz z nią znanego i prostego fragmentu utworu. Oczywiście jej lewa strona, gdzie staliśmy my, zdzierałą sobie gardła. Kim tupnęła nogą i powiedziała, że nie chce, by tylko lewa strona śpiewała, nawet kazała nam milczeć, a prosiła o wokal swoją prawą stronę. Zażartowała, że jeśli nie będą śpiewać, ona się popłacze. Koniec końców nie obyło się bez suportu fanów po lewej stronie...

W Poczdamie Kim zaśpiewała w sumie 19 piosenek, co jest fenomenem na tegorocznych festiwalach. Niegdyś tak liczny repertuar mogliśmy usłyszeć jedynie na koncertach z trasy koncertowej. Hitami tego wieczoru były energiczne i z powerem zaśpiewane Never Trust a Stranger oraz The Second Time, na których Kim udało się ponieść nieco nieśmiałą z początku publiczność, czy wciąż czarujący nas muzyczną aranżacją utwór Lights Down Low. Były także i spokojniejsze utwory, z zapierającym dech w piersiach wokalem. Kim przepięknie zaprezentowała nam I'll stand by You, Forever Young czy Sleeping Satellite. Śpiewała dużo coverów, ale nikogo to nie powinno dziwić w pespektywie zbliżającej się premiery nowej płyty Snapshots, którą Kim niejednokrotnie zapowiadała podczas koncertu.

Niewątpliwą rewelacją koncertu było Words Fell Down. Genialny utwór z 1982 roku, który miał swoją premierę na koncertach Kim podczas ostatniej trasy 'Come out and Play', pełen aranżacyjnej świeżości wspaniale się przyjął i był perełką każdego kolejnego występu. W Poczdamie Kim zaśpiewała go z niesamowitą energią i zaangażowaniem, pomimo ogromnego już zmęczenia. Był to 17 utwór tamtego wieczora, jeden z czterech zagranych w 'dogrywce'. Do tego mieliśmy okazję oglądać niespotykane dotąd sceny z Kim leżącą na scenie i pogującą do klęczącego przed nią brata, który z równie wielkim zaangażowaniem grał w tym czasie na gitarze.

Koncert Kim nie był idealny. Nie było tej perfekcji, jaką mogliśmy oglądać i słuchać choćby na ostatniej trasie koncertowej. Ale i nikt z nas na to nie liczył. Nie było doskonale ale jakże rewelacyjnie!!! Takie koncerty Kim uwielbiamy i takie pragniemy oglądać. Zawsze!

Współczesne koncerty 'wielkich' gwiazd są to obecnie olbrzymie przedsięwzięcia logistyczne, z kilkunastoma tirami, olbrzymim zapleczem, fajerwerkami. Przypomina to często spektakle sceniczne i coraz mniej ma wspólnego z prawdziwymi koncertami i muzyką. Kim natomiast daje fenomenalne występy będąc po prostu sobą. Wiem, że nie ma sensu porównywania Kim z kimkolwiek innym, ale warte jest jednak zwrócenie na to uwagi. Kim nie musi wysypywać na głowy fanów dziesiątki ton konfetti. Nie musi szokować... Ona wygrywa wszystko swoją niesamowitą osobowości, zdobywa nasze serca, nasz ogromny szacunek oraz podziw.

Wspaniałe jest to, że wciąż jeździmy na koncerty Kim, że nie mamy dosyć, a nawet wprost przeciwnie, chcemy wciąż więcej. Ale co jest naprawdę cudowne, to fakt, że Kim wciąż chce, że potrafi się tym tak niesamowicie cieszyć. Bo tak jak naszą pasję jest między innymi wspieranie Kim na kolejnych koncertach, tak wielką miłością Kim jest śpiewanie dla nas i dzielenie się z nami tą jakże niepowtarzalną muzyką, która niegdyś połączyła nas fanów i Kim idolkę.

Po koncercie, wydostaliśmy się z tłumu na prawą stronę, gdzie wkrótce spotkaliśmy się z Sabriną (Stereoblonde), która niedawno napisała wspaniałą piosenkę o Kim, zatytułowaną 'Sweetest of all Darlings'. Mieliśmy tym razem trochę więcej czasu i mogliśmy dłużej porozmawiać z Sabriną, pomimo siarczystego deszczu, który nie opuścił nas ani przez chwilę od przyjazdu do Poczdamu.

Niestety nie udało się spotkać z Kim, która była już dość zmęczona po maratonie koncertów oraz nagrań przygotowujących promocję nowej płyty. Do tego organizator festiwalu nie postarał się o lepsze warunki pobytowe dla artystów, goszcząc ich w ciasnych i niebyt funkcjonalnych przyczepach kempingowych.

Ale za to dzięki Uli, która skontaktowała się poprzez smsa z menagerem Kim, otrzymaliśmy od Kim podziękowania za cudowne wsparcie na koncercie oraz przesłane do niej nasze zdjęcia, będące propozycją do bookletu płyty 'Snapshots'. I tak, pokrzepieni tą wiadomością od Kim, niedługo później wszyscy spotkaliśmy się w pokoju hotelowym. W nocy Roman, Jurek oraz Małgosia z Ulą pojechali swoimi samochodami do Polski, a my już w skromniejszym gronie spędziliśmy wspólnie jeszcze kilka chwil po czym także rozeszliśmy się do swoich pokoi. Na przyszły dzień planowaliśmy wycieczkę po Poczdamie. Jednak pogoda wciąż nie dawała za wygraną i zatrzymała nas siłę w hotelu. Było jeszcze zimniej i bardziej deszczowo, a ciemne chmury przysłaniały nam nawet piękne widoki z 15 piętra hotelu.

Gdy dotarliśmy na dworzec poczdamski, a później na peron, pociąg do Berlina już stał i czekał na nas. Jednak nim zakupiliśmy w automacie bilety, pociąg był 'gotów do odjazdu'. Nie zdając sobie z tego sprawy, zaczęliśmy wsiadać do wagonu, kiedy drzwi zaczęły się zamykać. Niewątpliwie była to powtórka z dnia poprzedniego, ale tym razem dosyć, że drzwi próbowały rozdzielić kolejny raz naszą grupę, to jeszcze przycięły jedną osobę, która rozdarta pomiędzy nimi mogła jedynie machać bezradnie ramionami. Zrobiło się ogromne zamieszanie, bo drzwi jak zwykle ani drgnęły, maszynista znowu coś po niemiecku do nas krzyczał, a my staraliśmy się uwolnić kolegę z pułapki. Doszło nawet do bezpośredniej konfrontacji z maszynistą, który nie umiał chyba pojąć tego, że uwięziona pomiędzy drzwiami osoba nie da rady bez jego pomocy uwolnić się z pułapki.

Od koncertu minęły raptem trzy tygodnie, a ja już myślę o kolejnej naszej wyprawie, która być może jednak nastąpi dopiero na wiosnę. Będzie nowa płyta, będzie i nowa trasa, której pierwsze terminy się już zaczęły pojawiać. W ostatnich latach Kim nas niesamowicie nakręciła i jestem pewna, że dopóki Ona będzie jeździć na kolejne trasy koncertowe i będzie czerpać z tego radość, doputy my będziemy się cieszyć z każdego kolejnego wyjazdu, umotywowani szansą dalszego wspierania Kim, na co niewątpliwie zasługuje.

  










W Poczdamie byli: Kate, Gosia z Piotrusiem, Ewa, Małgosia, Ula, Piotrek, Wojtek, Jurek, Roman.


Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook