Albumy  |   Single  |   Teledyski  |   Autorzy piosenek  |   Teksty piosenek  |   Książki  |   Ogrody  


Kim Wilde  

Data wydania: 06.1981
Producent: Ricky Wilde
Wydane przez: RAK RECORDS


  1. Water on glass
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  2. Our town
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  3. Everything we know
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  4. Young heroes
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  5. Kids in America
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  6. Chequered love
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  7. 2 6 5 8 0
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  8. You'll never be so wrong
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  9. Falling out
    (Ricky Wilde)
  10. Tuning in tuning on
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)

Wersja remastered z 2009 r. zawiera dodatkowo:

  1. Shane
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  2. Boys
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  3. Water on glass (7" Version)
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)


Zamów re-edycję płyty:
Cherry Red Records
Fan.pl
Empik



RECENZJA
Autor: MickeCobra

Kocham rocka, a elektryczne gitary to mój ulubiony instrument, więc jak mógłbym nie pokochać tej płyty? Wiadomo, ojciec Kim to stary wyga rokendrolowiec, nic więc dziwnego, że pierwsza płyta piosenkarki powstała w takim właśnie stylu.

Jest to najbardziej żywy instrumentalnie album Kim. Brzmienie wypełnia dźwięk miodnych, przesterowanych, elektrycznych gitar, pulsującej gitary basowej i bijącej wesoło perkusji. Brzmienie jest przeciwieństwem mrocznej, szarej i równocześnie plastikowej, cukierkowej elektroniki. Jest więc żywe, kolorowe, ale też brudne, szorstkie, mięsiste, każde uderzenie w werbel czy pociągnięcie struny jest inne. Mimo to, syntezatory również starają się przebijać na pierwszy plan w tej nierównej walce i często im się to udaje. Mimo, że produkcja jest stara, to sam styl muzyczny nic a nic się nie postarzał. Założę się, że gdyby wyposażyć Panów którzy grali na tej płycie we współczesne piece Mesy lub Marshalle, muzyka zabrzmiałaby nieodróżnialnie od współczesnego łojenia. Nie wiem jakim budżetem dysponowała rodzina Wilde, gdy nagrywali ten album. Z pewnością dźwięk gitarowych pieców to nie to, czym nawet wcześniej raczyły nas legendarne już przestery AC/DC. Ale możliwe też, że był to efekt zamierzony. Muzykę na pierwszej płycie Kim można określić jako new-wave/post-punk, czyli taką odmianę punka pod domowe strzechy, ale z eksperymentalnym użyciem instrumentów syntezatorowych. Często więc gitary na płycie grają troszkę za cicho i dzięki temu nie zagłuszają sekcji rytmicznej pulsującego basu, bijącej perkusji, elektronicznych podkładów, przeszkadzajek, oraz śpiewu Kim.

Muzycy na płycie są znakomici, słychać, że urodzili się z rock&rollem we krwi. Perkusista raczy nas co rusz przejściami i ozdobnikami. Basista nie odwala od niechcenia swojej roboty plumkając w jedną strunę, a przecież mógłby i nikt nie miałby mu tego za złe (vide AC/DC). Gitarzysta co rusz to zaskakuje nas ciekawymi efektami, ślizgiem po strunach, zmianami tonacji i tempa, ciekawie zaimprowizowanymi solówkami. Syntezatory mocno urozmaicają kompozycje i nie raz przejmują pałeczkę odgrywając choćby partie solowe w miejsce gitar (Everything We Know), czy nieraz wprost zastępują i naśladują brzmienia gitar (Kids In America). W porównaniu do współcześnie granego numetalu na dwa akordy/darcie mordy, ta wydawać by się mogło archaiczna płyta z 81 roku to kosmos. Świetnie wyszły partie na trąbki w kawałku 2-6-5-8-0, zresztą, sama piosenka daje kupę radochy: "2-6-5-8-0 Oh, dial it if you want to know me", to nie jest numer telefonu do Kim? Ciekawe czy ktoś próbował dzwonić. W końcu nadające sporej egzotyki, zwłaszcza w muzyce z 81 roku, analogowe syntezatory. Ostatni utwór na płycie, mocno syntezatorowy Tuning In Tuning On, jest pewnego rodzaju przełomem. Pasuje bardziej do następnej płyty Select, ale umieszczenie go już na rockowym debiucie Kim Wilde, spowodowało, że automatycznie trzeba uznać tę płytę za epokową.

Śpiew Kim jest dziki i nieokrzesany. Ale dla mnie cecha wyróżniająca najlepsze piosenkarki na świecie to umiejętność zaśpiewania zarówno z pazurem, ogniem, jak i balladowo, przejmująco. Kim Wilde zdecydowanie jest w pierwszej czołówce takich artystek, bo nie da się ukryć, że zarówno rockowe Chequered Love jak i urokliwe You'll Never Be So Wrong wyszło jej doskonale. Tak jak już zauważyłem w opisie innych albumów, może w tych wczesnych latach jej barwa głosu nie była jeszcze na najwyższym poziomie, ale nadrabiała to sercem i szczerością, co ja osobiście cenię ponad piękną barwę. Na tej płycie ma w dodatku ledwie 21 lat i jak na swój wiek radzi sobie według mnie bardzo dobrze.

Napisałem wcześniej, że płyta jest epokowa. Mocne słowa, dlaczego tak uważam? Po pierwsze, punkowe, brudne i dzikie, a równocześnie przebojowe brzmienie, kawałki takie jak Kids In America niemal regularnie brane są na warsztat przez domorosłe garażowo/osiedlowe kapele rockowe. Po drugie, użycie bardzo często analogowych syntezatorów, które ostatni utwór już zdominowały. Po trzecie... śpiewająca Pani na wokalu. Nawet w obecnych czasach w muzyce z gatunku szeroko pojętego rocka dominują śpiewający mężczyźni. Owszem, dla kogoś przełomowa może się stać już Suzi Quarto. Ona nie dość, że śpiewała rocka, to jeszcze sama grała na basie. A właśnie, w śpiewie Kim na tej płycie słychać inspiracje małą Suzi, którą nawiasem też uwielbiam.

Jak płyty słucha się dzisiaj? Bardzo dobrze, jak każdego rocka, postarzało się oczywiście tylko brzmienie syntezatorów i troszkę gitarowych pieców, przeto produkcja brzmi wyjątkowo. Słychać z jakich korzeni wywodzie się obecna większość brudnego i realistycznie nieokrzesanego rockowego grania z syntezatorem.

Pierwsza płyta Kim choć znakomita, nie jest jednak tak wyjątkowa i niepowtarzalna jak następna, nie boję się tego stwierdzić, arcydzieło: Select. Oczywiście nie można jej nie mieć. Niesamowite, że każda płyta tej piosenkarki jest wyjątkowa i warta poznania, a najlepiej oczywiście zacząć od debiutu.

Ocena muzyki: bardzo dobra +
9/10



Mam amerykańskie, pierwsze wydanie tej płyty, 1989 r. EMI-Capitol. Na początek warto zaznaczyć, że w odróżnieniu od angielskiej wersji, na tej piosenka Kids In America znalazła się jako pierwszy track albumu, taki ukłon w stronę amerykańskich słuchaczy.

Teraz wracając do brzemienia. Oczywiście nie ma mowy o sztucznym podbijaniu pasma loudnessem, płyta jest nagrana cicho, z zachowaniem znakomitej dynamiki. Choć basu niestety nie jest za wiele (warto wspomagać się subwooferem lub nieco większymi kolumnami), to przede wszystkim dynamika werbla perkusji i talerzy jest bardzo ładnie oddana. Gitary i syntezatory tną dość dobitnie, choć podobnie jak na następnym albumie Select, wyższa średnica jest bardzo mocno podana i nie raz, głównie w mocniejszych piosenkach (Our Town, Young Heroes, Chequered Love) wkrada się jazgot. Na pierwszej płycie Kim przeszkadza to niestety zdecydowanie bardziej niż na Seleccie. Brzmienie naturalnych instrumentów, czy raczej amplifikowanych jak gitary elektryczne, jest bardziej podatne na zafałszowania barwy niż syntezatorów. Ponadto mamy w tych momentach efekt mikrofonu, do którego śpiewa Kim, nastawionego jakby ze zbyt dużą czułością. Powoduje to, że jej głos brzmi ostro i dość nieprzyjemnie.

Za to przestrzeń jest zadziwiająca, np. początkowe dźwięki syntezatora w Water On Glass pojawiają się aż z boku lewej strony gdzie siedzi słuchacz, oczywiście tam gdzie nie ma głośnika i nie ma prawa nic grać, ot, sympatycznie zabawy z przeciwfazą. Ale w większości muzyki instrumenty grają w głębi sceny, za linią głośników, nie są wywalone na twarz i sztucznie napompowane jak na współczesnych produkcjach. Źródła pozorne są punktowe i wyraźnie, aż twardo podane, nie ma problemu ze zlokalizowaniem grających muzyków, może tylko w tych chwilach, gdy mocno zagłusza nam to wszystko średnica. Barwa dźwięku jest nieco wysuszona, bez naprawdę gęsto grającego sprzętu płyta niewątpliwie będzie męcząca przy głośniejszym słuchaniu.

Płyta wbrew dwóm uciążliwym wadom (odchudzeniem basu i zbyt mocnej wyższej średnicy) nie brzmi wcale źle. Oryginalnie nagrana w angielskim studiu RAK, w 1981 roku, bardzo możliwe, że najlepiej zabrzmi właśnie na sprzęcie stereo z tego okresu, nawiasem wcale nie gorszym od obecnego.

Ocena brzmienia: średnia +
5/10



Okładka i tytuł:

Tytuł płyty, po prostu Kim Wilde zwraca uwagę na główną bohaterkę muzyki. Ale na mrocznej, tandetnej okładce widzimy nie samą Kim, tylko również członków zespołu z jakim nagrała płytę. Co jest, niepodoba się Wam taka stylistyka? Uważajcie, posępne miny młodych dzieci punków i zdołowana, groźna Kim, wyciąga rękę tak, jakby miała zaraz pokazać środkowy palec, by wyrazić co myśli o tych, którym okładka się nie podoba...

Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook