Albumy  |   Single  |   Teledyski  |   Autorzy piosenek  |   Teksty piosenek  |   Książki  |   Ogrody  


Teases & Dares  

Data wydania: 12.11.1984
Producent: Ricky Wilde
Wydane przez: MCA RECORDS


  1. The touch
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  2. Is it over
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  3. Suburbs of Moscow
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  4. Fit in
    (Kim Wilde)
  5. Rage to love
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  6. The second time
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  7. Bladerunner
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  8. Janine
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  9. Shangri-la
    (Kim Wilde)
  10. Thought it was goodbye
    (Kim Wilde/Ricky Wilde/Marty Wilde)

Wersja remastered z 2010 r. zawiera dodatkowo:

  1. Lovers on a beach
    (Ricky Wilde/Marty Wilde)
  2. Shangri-la (Alternative version)
  3. Putty in your hands
    (J. Patton/K. Rogers)
  4. Turn it on
    (M. Chapman/Holly Knight)
  5. The second time (7" version)
  6. The touch (7" version)
  7. Rage to love (7" version)

CD 2

  1. Lovers on a beach (12" version)
  2. Go for it (Extended dance version)
  3. The touch (12" version)
  4. Shangri-la (12" version)
  5. Go for it (Dub version)
  6. Rage to love (12" version)
  7. Shangri-la (Special re-mix)
  8. The second time (US Remix)


Zamów re-edycję płyty:
Cherry Red Records
Fan.pl



RECENZJA

Autor: MickeCobra

Pierwsze co przychodzi na myśl po przesłuchaniu Teases & Dares to dość niezwykłe podejście do muzyki. Przywodzi mi na myśl takie tytuły jak 'Some Great Reward' czy 'Black Celebration' - Depeche Mode, a także muzykę grupy Yello. Kolega jeszcze zasugerował muzykę kapeli Frankie Goes To Hollywood.
Kim Wilde podeszła tym razem do swojej muzyki znacznie śmielej, postawiono przede wszystkim na wykop, efektowne, dynamicznie acz przebojowe kompozycje. Gatunek ja bym określił jako energetyczny rock elektroniczny (hi-erg/elektro/rock), w końcu o Depeche Mode też mówiło się, że grają rocka.

Brzmienie jest gęste, dynamiczne, przeładowane efektami latającymi z głośników z prawa na lewo. Rytmika kawałków jest zdecydowanie bardziej złożona niż na poprzednich albumach. Na genialnym Seleccie postawiono przede wszystkim na klimat wysoko, gładko grających, starych syntezatorów w stylu Prophet 5, również rytmy automatu były raczej proste, co dodawało jeszcze większej surowości tej muzyce. Na T&D automaty walą przejściami, przeważają pulsujące dźwięki, nieraz nakładających się na siebie linii melodycznych dwóch lub więcej syntezatorów. Ogólnie brzmienie instrumentów elektronicznych jest bardziej nowoczesne. Słychać, że rodzina Kim zainwestowała w hardware o czym można się przekonać, gdy tylko zajrzy się do książeczki zamieszczonej razem z płytą. Choć instrumentalnie postawiono właśnie głównie na syntezatory i automaty perkusyjne, to są tu też i gitarowe solówki oraz całe kawałki z żywą perkusją i gitarami.
Sama Kim również śpiewa bardziej zdecydowanie niż wcześniej, mocno, na rockowo akcentuje słowa piosenek. Zdecydowanie poprawia się wokalnie z płyty na płytę. U wielu innych piosenkarek nie słychać tego tak wyraźnie jak u niej.

Niemal każdy kawałek na płycie zaskakuje czymś ciekawym.
The Touch, pierwszy utwór i od razu wbija w fotel atakiem automatów perkusyjnych niczym seriami z karabinu maszynowego, ale zapada w głowę zwłaszcza unosząca się sekwencja syntezatora.
Is It Over, trzeba zwrócić uwagę na ciekawy efekt który brzmi jakby powstał bezpośrednio za konsoletą realizatora. Mianowicie w momencie bezpośrednio po drugim refrenie, mamy fragment, w którym cichną syntezatory i gitara, a rytm wybija tylko sekcja rytmiczna. Jest to chwila wyraźnie głośniejsza w utworze, pogłośniono tu automat by jeszcze mocniej zaakcentować wykop.
Suburbs Of Moscow, tu już sama kompozycja jest fenomenalna, charakterystyczna wiodąca linia przewodnia syntezatora, wysokie niby-dzwoneczki grające razem z pulsującym syntetycznym basem, do tego świetne chórki. Nietypowy, smutny tekst, czy Kim była kiedyś w Moskwie? Możliwe, że słychać tu echa zimno-wojennych klimatów.
Fit In, stonowany kawałek, jest grany praktycznie bez użycia syntezatorów (pojawiają się jako ozdobniki), klasyczna perkusja i gitary brzmią znakomicie, zwłaszcza na przejściach. Okazuje się że bez efekciarstwa również udało się nagrać znakomity utwór. Nie zgodzę się, że Kim nie potrafi pisać piosenek (to pierwszy w całości przez nią zaaranżowany kawałek). Ta kompozycja jak dla mnie jest jedną z lepszych na płycie, gdyż w nieco innych, mniej sztucznych klimatach.
Rage To Love, następny "żywy" kawałek, zdrowy, stary a jednocześnie wiecznie młody rock&roll, nogi same rwą się do tańca (jeśli ktoś tańczy rock&rolla). Ciekawie brzmiący, specyficzny, duszny klimat przywodzi na myśl zadymioną knajpę.
The Second Time, oto i jeden z najlepszych kawałków jakie nagrała Kim Wilde, prawdziwy czad i to bez potrzeby użycia przesterowanych na maxa gitar. Wbijający w fotel początek, walący twardym, wykopiastym wyższym basem bit, świetna linia basu, wysoki, imitujący instrumenty dęte syntezator i te charakterystyczne patataj patataj na automatach, a potem krzyk Kim: "Just Go For It" !!!, cudo, kocham słuchać tego głośno. Klimat tego kawałka przywodzi mi na myśl industrialny, post nuklearny świat. Szczególnie wyraźnie to czuć, gdy obejrzy się teledysk. Kim walcząca z mumią obandażowaną jakby cierpiała na chorobę popromienną, no i ten tekst: "my whole world's exploding". Płyta wypuszczona została w 1984 roku, wtedy jeszcze ciągle ludzie się bali nuklearnej zagłady. Wiem, że tekst jest o miłości i seksie (brrr, nie lubię tekstów o seksie), no ale mi się kojarzy z klimatami filmów o Mad Maxie.
Bladerunner, bardzo spokojny i klimatyczny, widać Kim mocno spodobał się film Łowca Androidów. W piosence słychać w tle fragmenty tego już klasycznego obrazu o futurystycznej mrocznej przyszłości. Przeciągłe, płynne syntezatorowe partie przywodzą na myśl dźwięki z drugiego albumu Kim, Select.
Janine, nieco pogodniejszy muzycznie, motoryczny, szybki kawałek, zwraca uwagę partia gitary elektrycznej.
Shangri-La, drugi utwór napisany przez Kim, mroczny, klimatyczny, przestrzenny i trzymający w napięciu, teraz dla odmiany zagrany tylko na wybijających prosty rytm automatach i przestrzennych syntezatorach. W tych momentach, gdy Kim śpiewa dość cicho jej głos niemal wtapia się w mrok muzyki, co powoduje, że ciężko jest zrozumieć niektóre słowa piosenki, brzmi to bardzo niezwykle. Słowa śpiewane przez Kim są o szukaniu miejsca ukojenia, odnosi się wrażenie, że chce ona znaleźć ukojenie zatapiając się w tym mroku.
Thought It Was Goodbye, w ostatniej piosence słychać jakby nutkę melancholii, bardzo ładny kawałek, Kim śpiewa tutaj bardzo delikatnie, lekko i zwiewnie. Utwór urozmaica harmonijka.

Teksty często nieszablonowe, niebanalne, jak dla mnie najciekawsze w muzyce pop pojawiały się właśnie w okresie lat 80-tych. Na T&D postawiono jednak głównie na przebojowość, melodyjność, co za tym idzie prostotę, choć treść utworów jest przeważnie bardzo smutna. Mówi o trudnościach dorastającego młodego człowieka w dopasowaniu się do dorosłości (Fit In), daremnego szukaniu miejsca ukojenia w miłości i smutku po jej stracie (Shangri-La, Suburbs of Moscow, Is It Over), potrzebie bliskości (The Touch, The Second Time)...

Spotkałem się ze skrajnymi ocenami tej płyty, jedni uważają ją za najgorszą w karierze Kim inni wprost przeciwnie, za najlepszą. Z pewnością muzyka brzmi tu bardzo specyficznie, w większości przytłacza masa sztucznych i zimnych walących twardo bitów. Jednak nie zgodzę się, że przypomina to muzykę dla robotów. Często słychać pracę gitar, ich solówki, dwa kawałki są zaaranżowane niemal tylko z klasycznymi, rockowymi instrumentami. Nie ulega jednak wątpliwości, że płyta brzmi nieco futurystycznie, klimatami bardzo przypomina obrazy z tej mroczniejszej wizji przyszłości. Mrok i brud znany z filmów Ridleya Scota - "Obcego - ósmego...", czy "Łowcy Androidów", stanowi przeciwieństwo sterylnego, kolorowego i doskonałego świata przedstawianego nam ze strony serii filmów Star Trek.

Teases & Dares to można powiedzieć ostatni album klasycznej, mrocznej Kim Wilde. Uważam, że jest doskonałym podsumowaniem tego okresu, Kim nie mogła by już nagrać niczego lepszego nie popadając w autoplagiat. Następne płyty piosenkarki będą już w zdecydowanie pogodniejszych, lżejszych, popowych klimatach. T&D jest moim cichym faworytem zaraz po Select. Przede wszystkim uwielbiam go za mroczne kompozycje, energię i wykopiaste granie. Choć czasem uderza prostota kompozycji, to nie ma tu za to pompatycznych, czasem naciąganych klimatów jakie pojawiły się na poprzedniej płycie Catch As Catch Can. Dodatkowo zatopiony w mroku muzyki wokal Kim na T&D brzmi niesamowicie, jest dla mnie jednym z najlepszych w jej karierze. Słuchając tej płyty dziś, nie sposób nie dostrzec że brzmi bardzo oryginalnie i niepowtarzalnie, staro i to właśnie stanowi o jej sile.

Ocena muzyki: bardzo dobra +
9/10



Mam japońskie wydanie płyty, trzecia, nie remasterowana edycja z 1992 r. MCA Victor.
Będę się powtarzał, kolejna znakomicie nagrana płyta z lat 80-tych. Acz oczywiście muszę zaznaczyć, że realizacja jest bardzo specyficzna. Po pierwsze nie ma mowy o audiofilskiej naturalności, wyraźnie słychać rękę realizatora. Sprawia to, że płyta brzmi po prostu niesamowicie, mroczne, dynamiczne kompozycje idealnie do niej pasują.

Przyciemnienie brzmienia, zgaszenie góry, powoduje, że płyta jest jakby do głośniejszego niż standardowe słuchania. Z pewnością po przekręceniu gały potencjometru nic kłuje w uszy. Choć realizacja wydaje się nieco ciemna, to absolutnie nie jest zmulona. Dźwięk jest bardzo precyzyjny, bas doskonale zebrany i sprężysty choć nie schodzi najniżej, zresztą jak na większości płyt z lat 80-tych. Góra choć oszczędna jest po prostu bardzo delikatnie podana, na szczegółowym sprzęcie stereo absolutnie nie ma z tym problemów, wszelkie detale, talerze, dzwoneczki, zagrywki na wyższych strunach gitar są bardzo dobrze słyszalne. Za to płyta wprost tragicznie brzmi przekonwertowana na format mp3, który tnie górę powyżej 16 kHz. Ale wracając do CD. Choć używa się sztucznego rozmycia pogłębiającego przestrzeń to źródła pozorne są bardzo dobrze poukładane na scenie. Jedynie kawałek Rage To Love brzmi nieco dziwnie, tak jakby nagrywany był w zadymionej, ciasnej knajpie. Zresztą wystarczy obejrzeć teledysk, ciekawe, że zdecydowano się oddać ten klimat również w brzemieniu na płycie, jak dla mnie wcale nie głupi pomysł. Mroczna produkcja dodaje jakiejś tajemniczości i głębi tej muzyce, zresztą wystarczy posłuchać albumu Black Celebration zespołu Depeche Mode, jest to nagrane bardzo w tym stylu.

O dynamice należy się osobny akapit. Specjalnie przebadałem kawałek The Second Time programami Audacity i Sound Forge. Wyniki to Peak 0,0 dB i RMS -17,7 dB (nie obeznanym podpowiem, im większa różnica pomiędzy tymi parametrami tym lepiej). Na dzisiejszych produkcjach muzycznych RMS kształtuje się nawet na poziomie -7dB co jest jednoznaczne ze spłaszczeniem dynamiki, wywalenie dźwięku na twarz i jazgotem zamiast muzyki. Na bardzo dobrze nagranych płytach z lat 80-tych RMS trzymał się nawet w okolicach -15 dB, tak więc już wprawny czytelniku zauważyłeś, że wynik -17,7 dB na płytce Kim to wynik wręcz rewelacyjny, jak na muzykę pop-rock oczywiście (klasyka dobija do ponad -20dB). Po co nam ten technokratyczny bełkot? Ot, słuchając głośno The Second Time, na dobrym, dynamicznym sprzęcie, niewątpliwie nieznającemu tego utworu słuchaczowi... mogą puścić zwieracze. Wykop i dynamika automatu perkusyjnego na średnim basie jest ponadprzeciętna, niemal jak wystrzały z armaty, niezapomniane wrażenia gwarantowane.

Następny album, Another Step, jest bardziej przejrzysty na średnicy i górze ale za to mocniej wysuszony. Brzmienie Teases & Dares jest bardziej mięsiste a źródła pozorne instrumentów większe, bliższe i bardziej namacalne choć nie tak punktowo umieszczone w przestrzeni. Też na Another Step czasem średnica potrafi nieprzyjemnie zakłuć w uszy, oczywiście nie przeszkadza to tak mocno jak na wczesnych, poprzednich albumach Kim, debiucie i Seleccie, na Teases & Dares takie momenty są rzadkością, po prostu płyty słucha się o wiele przyjemniej nawet na bardzo szczegółowym, jasnym sprzęcie stereo.

Tak więc dla mnie płyta nagrana jest na maksymalną ocenę. Takie surowe, rockowe brzmienie ja osobiście uważam za o wiele bardziej naturalne niż wygładzone, cukierkowe, ładniutkie i sterylne produkcje których pełno w muzyce pop. A jeśli u was ta płyta nie gra, sugeruję wymianę pseudo audiofilskiego sprzętu na taki do słuchania muzyki. Jednak żeby być obiektywnym, obniżę nieco ocenę, przede wszystkim przejrzystość ze względu na zgaszoną górę i sztuczne rozmywanie źródeł pozornych jest ograniczona. Też słuchałem tej płyty u kolegi i oczywiście nie prezentowała się tak spektakularnie jak u mnie. Tak więc w zależności od tego jak kto ma zestrojony sprzęt, płyta prezentuje mniej więcej zbliżoną klasę nagrania do Another Step.

Ocena brzmienia: dobra +
7/10


Okładka i tytuł:

No i znów mamy niebanalny pomysł na okładkę. Widzimy na niej Kim w dziwacznym, kiczowatym stroju, który przywodzi na myśl niektóre kreacje mody Pana Jean-Paul Gaultier'a. Okładka jest jakby przedarta, na drugiej połówce widać również Kim przepuszczoną przez niebieski filtr, jednak nie jest to jej lustrzane odbicie, prawdziwa Kim patrzy na nas, zaś jej niby odbicie na nią samą. Cóż może to oznaczać ? Prawdę powiedziawszy nie mam pomysłów, może Kim stara się nam powiedzieć, że na tej płycie jest taka jaką sama siebie widzi? Nieco dziką, drapieżną i szaloną ?
Tytuł rzuca więcej światła na całą sprawę, w wolnym tłumaczeniu można powiedzieć, że Kim drażni i prowokuje. Doskonale oddaje to mroczny, jednocześnie dynamiczny i agresywny klimat muzyki na płycie. Nie ulega wątpliwości, że Teases & Dares jest jednym z tych bardziej surowych i dynamicznych albumów, na tak mocne brzmienie Kim nie zdecyduje się już nigdy później.

Powrót do początku




|  Biografia  |                

|  Twórczość  |               

|  Wydarzenia  |               

|  Galeria  |              

|  KimWilde.pl  |

Biografia

Kalendarium

Ogrodnictwo

Secret Songs

Ricky Wilde
Teksty piosenek

Albumy

Single

Teledyski

Książki

Twórcy piosenek
Koncerty

Kim Wilde w Warszawie

Terminy
Galeria zdjęć
Strona Główna

Forum

Facebook

O stronie


© KimWilde.pl   2006 - 2015

facebook